niedziela.
Koniec ferii znaczy się.
Mlodsza poszła gdzies ze znajomymi, Starsza odsypia po balu i jeszcze nie ma jej w domu.
Spokój,cisza, czy mam robić jakis obiad?
Mlodsza pewnie wroci głodna,Starsza watpię ,zeby chciała cos jeść,pewnie ją ruszy głód w okolicach kolacji.
Słonca nie ma, mróz trzyma,nie chce mi sie wychodzić ,a cos w lodówce lekkie pustki, przydałoby sie cos mieć na ząb. Tylko co?
hmmm
nie wiem,nie wiem..
tak to jest jak sie zup nie jada zbyt czesto,bo tak to bylaby zawsze jakas podstawa,a tak to trzeba wymyslać na bieżąco.
Nie kupuję tez niczego na zapas,bo sie nie sprawdza, potem leży i kwiczy .
No i tak to.
Nie mam pomysłu na dziś,moze poczytam,moze odwiedze kol R,bo nie wiem co tam u niej slychac, zadzwonię ,czy mozemy sie spotkac,a moze ona wpadnie do mnie?
...
Nawet koty spią po porannych harcach :)
To ide zajrzec raz jeszcze,wnikliwie ,czego mi brak,i moze jednak powędruję do sklepu.
........
Zajęłam się jednak kucharzeniem,potem oglądnęłam dosyć ciekawe filmy w tv ,popisałam z J.
Córka wrociła, troszeczkę poopowiadała.
Jest zadowolona, było fajnie,wesoło, menu było ciekawe,min.pieczony dzik, sushi i półmiski z owocami morza, rózne sałatki,ciasta,barszcz i krokiety,no i tak sławetna czekoladowa fontanna.
Balowali w dwóch salach ,białej i jeszcze jakiejś. Jedyne co prawie przeoczyła to pokaz sztucznych ogni, mówi,ze nie slyszała zeby ktos zapraszał na pokaz, no a ze było mrozno,to tylko wyszła na chwilkę ,wiec moze i pokaz był dłuzszy i ładny,ale ona tego nie oglądała w całosci.
Mysle,ze bedzie cos tam jeszcze wspominać i opowiadać.
No i czekamy na płytę z filmem i zdjeciami.
Chłopak zrobił pare zdjeć,ale zbyt wiele na nich nie widać,tylko roześmiane buzie, i wygłupy, ale to przecież najwazniejsze.
:))