Zakładki:
Czytam
Emalia:dora_67@poczta.onet.pl
|
poniedziałek, 08 lutego 2010
sklerotikus multipleks
Wypucowalam chalupe J,lacznie z oknem:) niby spzratal ,ale pajeczyny tu i tam dyndały.Jak juz sie zabralam to solidnie,po calosci polecialam.
J wrocil i szybko z corkami na zakupy i cos tam komus jeszcze szybko zrobić. No i dzwonia,ze wracaja ,bo portfel zostal w domu. No tak,jak sie komu spieszy to sie diabel cieszy.
zaraz beda i pewnie pojade z nimi na te zakupy,bo jeszcze zapomna po co pojechali:)
troche kotecka
mam troche zdjec do obróbki,ale juz dziewczyny chca tez cos robić, to pokaze wam Rysia w kilku odslonach:)

W transporterze

na kolanach

przy zlewie

w umywalce
niedziela, 07 lutego 2010
krotka relacja
Nie da sie spokojnie pisać jak czlek na czleku sie ciśnie:) dopadlo nas znużenie feriowe,czyli ilez mozna lazic po pasażach ze sklepami,ilez mozna jeść, (moj J zarłok i chce nas tu zapasc ups ugoscic na amen). Owszem jesli jesc na miescie,to gdzies w jakis miejscach z czyms ciekawym do jedzeniqa jak dla nas,nietypowym,w chińczyku bylismy uprednim razem, ,ale moze jeszcze pojdziemy i teraz, jakies tajskie cos tam zaliczylismy ,ale w sumie nic spercjalnego to nie bylo ,ryz,troche sosu kurcxakowo-grzybowego surowka z jakiis warzyw,moze i byl tam jakis bambus,ale ogolnie to chyba pzryprawy wplywaly tu na to ze potrawa smakowala inacej niz tradyxyjnie, my z mlodsza jadlysmy sajgonki z warzywami ,no i tyle. Mamy isc do greka ,bo tam gyros dobry, moze dziś w ramach biado-kolacji. Szczerze mowiac juz mi ciasno w kazdym ciuchu a wieczorem czuje sie jak bombka opasana kokardką:)
Starsza narzeka na bolące gardlo, pogoda wiadomo-zimowa,wiec troche spacery odpadają,choc J ciągnie nas wlasnie dzis nad jezioro, nam sie nie chce jemy tak. Starsza cos by chciala pozwiedzac wewnątrz, hm, bylismy a akwarium nad zatoka, muzeum ich nie interesuje,same nie wiedza czego chcą.
Tak jest zawsze:) Znajomi choruja,to nie mamy z kim wybrac sie na kregle,czy strzelanie, bo na strzelanie konieczny jest znajomy, na kregle ,czemu nie,ale weselej jak z nimi, i tak o. Marudzimy po prostu. No i boje sie o starsza,zeby sie nie rozlozyla z chorowaniem,nie dosc ze tu to i jak trzeba bedzie do szkoly isc.
Kot jest niezły, wszystko go inteesuje i bawi, zdobywa nowe horyzonty:) wchodzi na futryne drzwi, do kabiny, lezy w umywalce, no gdzie tylko mu sie spodoba.
wypada mi umyc glowe, mowilam kiedys ,ze ta woda to inna jest,miekka ,trzeba malo szamponu uzywac, szybciej sie wlosy pzretluszczają, gorzej sie ukladają,pzrynajmniej moje. No to ide myc,bo moze trzeba bedzie wyjsc ,,do ludzi" ;)
siju
.... dodatek poniedzialkowy..
No to w koncu pojechalismy na ten spacer,bo J sie pieklil, Nie docieraly nasze tlumaczenia, ze zimno,ze skoro nie mamy pomyslu jak spedzic dzien,to po prostu siedzmy w domu. Nie, on chce i juz, bo tyle czekal, srutu tutu, wielkie mi halo lazic w zimnie, po lodzie nienmal, tak slisko , jezioro zamarzniete, zamiast z pzryjemnoscia chodzic, to trzeba bylo wgapiac sie w sciezke ,zeby nie wykorbić. Ok,dopial swego, jak uparty gowniarz, wiec moglismy zaraz wracać. Takie spacery to owszem przyjemne, ale dla nas wczoraj byly jedna wsieklizną i przymusem.
Zreszta las jako taki i jezioro wcale mnie osobiscie nie rajcuje, a co to malo mam lasu i to ladniejszego u nas pod nosem niemal ?
Pewnie,ze jemu jak jest tu sam,to smetnie i cieszy sie ,ze wynalazl sobie nowa droge na spacery, no i git, my az tak zachwycone nie musimy byc, szczegolnie jak telepiemy sie z zimna. Potem juz ogladalismy zalegle desperatki ,mlodsza troche sie wziela za lekture i bylo ok.
środa, 03 lutego 2010
i tu jest bialo
Do Berlina droga byla super.potem padal snieg,wialo i jechaly piaskarki niemieckie,czyli jedna kolo drugiej,jedna odsnieza tak,ze ta druga zbiera i odrzuca na bok, bo pzreciez to autostrada i szeroka jezdnia.Jechalismy tak 40-tka,pzrez ok 2 godz!
Kot nie jadl i niep il,tabletki mu nie dawalam,byl spokojny w miare,pare rzy miałknąl ,lub chcial wyjsc z transportera ,ale w koncu spal w nim i bylo ok.jak mu sie bardzo juz nudzilo,to wypuszczalismy go troche, spal u mlodszej na kolanach.
Dojechalismy na 20-tą. no i trzeba bylo sie troche zadomowić, tego nie ma,tamtego brakuje,niewygodniebo za malo polek czy wieszakow,normalka. W koncu tu mieszka jeden facet i meszkanko malutkie,ale co tam,jakos przywykniemy,zawsze najgorsze te pierwsze dni.
Zaraz wyruszamy do miasta portowego, pasaż,zwiedzanie,rzut oka na zatokę,potem do znajomych.
Jak zawsze porobimy zdjecia to cos tu wkleje.
pa
statecek


poniedziałek, 01 lutego 2010
na walizkach
Auto sie spsuło wczoraj ,szybki tel .do mechanika i naprawa dziś.
Teraz mozna juz spokojnie jechać.
Jutro ma sypac, moze jednak droga bedzie dobra,moze jakis wielkich zawieji czy zamieci nie bedzie.
Jednak kotka zostaje w domu z tesciowa, dla niej to byłoby duze przezycie taka jazda, tesciowa tez sie dopytywała i sama zaproponowała ,zeby ją zostawic i nie targac taki kawał drogi. Fakt, tu w domu ma swoje sciezki, odpocznie od mlodego, tesciowa do niej przyzwyczajona,przeciez pare razy z nia juz zostawala, miala juz rujke,wiec bedzie spokojna, lubi cisze i,bedzie sobie chodzić po pokojach ,tak jak lubi,z aszyje sie na kocyku i bedzie spac. mam nadzieje,ze bedzie wszystko ok.
Cynka u chlopaka starszej, no to jedziemy tylko z mlodym.
Dzis zrobilismy jazde próbna, nawet bardzo nie protestował siedząc w transporterze. w razie czego mam tabletki . ale pogadalam z wetka i powiedizala,ze moge dac juz w drodze,jak bedzie bardzo niespokojny,malutki kawaleczek. Ok.
Rano zrywka i w drogę.
niedziela, 31 stycznia 2010
ferie
Napisalam nwa notke i ja zjadło,to pisze teraz w skrócie,ze
jak pogoda bedzie ok jedziemy jutro . Na cale ferie.
Sie pakujemy, jakies zakupy jeszcze,jutro jeszcze do weta po tabletki jakies dla kotow na droge,ponoc sie daje ,zeby nie byly nerwowe,tylko zeby troche spaly.
na takie wyjazdy to przydalby sie bus a nie kombi:)
W piatek poznym wieczorem szef dowalil mnie robotą , oczywiscie nie pojaiwal sie przez pare dni, zapomnial ze mam jechac,itp. No to co mialam zrobic, wczoraj doginalam do pózna i jeszcze dziś troszke, zeby uszyc mu wszystko co trzeba i dzis ma sie pojawiac by to zabrac.
Trzymajcie kciuki za udana podróz, jeszcze z 2 kotami nie jechałam:) moze byc wesoło.
sobota, 30 stycznia 2010
WIELKA RADOSC
JEST ,ZNALAZŁ SIĘ ! BYŁ W PIWNICY !
TESCIOWA USLYSZALA ,MIALCZENIE ! ZACZYLYSMY GO SZUKAC ,ZESZLAM DO PIWNICY ,STALAM TAM CHWILE ,WOLALAM I DOPIERO SIE ODEZWAL.LOBUZ ,W OGLOLE NIE ZMARTWIONY.CALY ,ZDROWY ,ZADOWOLONY Z ZYCIA. WYPASIONY JEST TO PEWNIE TERAZ ZGLODNIAL ISTWIERDZIL ,ZE TRZEBA WRACAC Z WYCIECZKI.NO MOWIE WAM ,WYGLADA NA ABSOLUTNIE ZRELAKSOWANEGO,TYLKO CUCHNIE PIWNICA JAK DIABLI.
TERAZ SIE ODPIERO PORYCZALAM,Z RADOSCI.
piątek, 29 stycznia 2010
Wczoraj
wrócilam do domu po zebraniu ze szkoły i Rys mnien ie przywitał, szukałam go w domu, ,w piwnicy, na strychu, u sasiadów na podwórku, wszedzie ,w kazdej dziurze, pytałam sąsiadow, nie wiem jak sie to stało,ale go NIE MA. Tesciowa byla sama w domu,dziewczyn tez nie bylo, ona twierdiz ,ze nigdzie nie wychodzila i nikomu nie otwierala drzwi, no to nie wiem jakim cudem nagle kot zginal. Szukalam go wiele,wiele rz\y,wystawilam jedzenie na strych, nasluchiwalysmy cz miałczy moze, wyszlam tez i w nocy, teraz, no nie ma i juz. Gdzie taki mlody kot moglby sie podzial ,sypal snieg,nawet gdyby wyszedl po za budynek schowalby sie moze w jis zakatek lub po auto, wskakiwac za wysoko nie umie. no nie mam pojecia,jest mi bardoz smutno, nie wiem juz co robić. Wydrukuje jeszcze zdjecie z ogloszeniem.
czwartek, 28 stycznia 2010
i tu i tam
troche sypie, ma sypac wiecej. J wybiera sie po na w sobote lub niedziele. Jednak tak postanowił,bo akurat ma troche luzów w pracy, ktos tam zrezygnowął,wiec ma pare dni wolnych. W zasadzie juz wczesniej ,w grudniu mowil,ze zostaje na caly styczen w domu,no i gdyby nie telefony,ze jednak jest potrzebny tam,spokojnie byłby tutaj i pojechalibysmy razem,a tak to musi znow taki kawał drogi jechać.
Ciagle zastanawiam sie jak postapic ze zwierzakami,czy Kotke juz zadomowiona i nie lubiacą zmian zostawic z tesciowa (wiadomo,ze lekko nie bedzie,bo nigdy nie bylo ) , czy jednak pzremycic ją również. Bo moze poczuje sie nagle samotna i porzucona,jak zabraknie nas i malego, bo malego zabieramy, jak juz wczesniej postanowilismy. Bo zostawic 2 kotow by sien ie dało z babcią. Wszyscy wiemy,ze ona sie nie nadaje do opiekowania ,taki typ. Powinna lezec i pachnieć, to lubi ,a taka niespełniona całe zycie. Cięzko pracowała,maz nie byl spełnieniem jej marzen,synowie tez,teraz nieudana synowa i wnuczki, nic dobrego w tym zyciu jej się nie wydarzyło. Az sie czasem lapie na tym,ze podobnie gorzknieję,bo sobie wymyslam fabule do zycia i sie rozczarowuje,zamiast budowac i brać to co jest ,jakim jest.
No ale nie o tym chciałam,prawdaz :)
No i jeszcze Cynka, tez nie wiem czy starsza ma dla niej opiekuna,czy tez musialaby z nami podrózowac. Kol G sie nie nadaje, brzydzi sie ogona szczurkowego .
No i jak tu czlowiek moze spokojnie myslec o jakichkolwiek wyjazdach jak ma zwierzyniec.
Wypadałoby mi pomyslec co trzeba zabrac i zrobic listę.
Szef od kilku dni sie nie pojawia,czekam na kase i przypomne mu ,ze sa ferie i ze jade. Pewnie zadowolony nie bedzie. Ale gdyby nie jego opieszałosc, wiecej by mial przygotowanych gotowych rzeczy pzreze mnie, co na to poradze,ze jest niesłowny i czekam na materiały i zamowienia.
o jest G na kawe,to zmykam.
.
wtorek, 26 stycznia 2010
znow zmartwienia
Ciotka znow w marcu kladzie sie na badania do szpitala, czyli czeka mnie opieka nad malą i psami.
Podejrzewają u niej miastenię. Wystraszylam sie czytajac info o tej chorobie. No czy ta kobieta nie zazna spokoju,ciągle ja cos gnębi , trzyma sie jak moze,ale choroby ją sobie upodobały. Byle dalo sie to jakos leczyć jesli badanie potwierdzi ze to to. Boje sie mysleć nawet o tym, ze moglaby przestac chodzić, czy w ogóle ruszać się .
Z kolei u szfagra w kamienicy zdarzyło sie nieszczescie . Kiedy wrocił z pracy do domu okazalo sie ,ze nad jego mieszkaniem jest pozar, spalił sie sądziad, mieszkanie szfagra zalała woda ratujaca tamto .
Miasto zapewnilo mieszkancom 2 noce w hotelu.
Wczoraj tylko zagladnąl jakie sa zniszczenia, prad odcieli,ciemno,zimno, to poszedl nocowac to tego hotelu. Juz dzis byl w domu, posprawdzal co i jak, ucierpiala kuchnia, w sumie to szczescie w nieszczesciu, bo w pokojach mial wartosciowe rzeczy a w kuchni nie az tak bardzo, Jutro juz bedzie spal u siebie, trzeba tam wziac sie za wyrzucanie rzeczy ,ktore sa zalane i zniszczone. Samemu, pracując nie bedzie mu az tak latwo sie z tym uporac. Moze wezmie jakies wolne z pracy. No i nie wiadomo czy bedzie mogl mieszkac jesli okaze sie ,ze stropy sa do wymiany.
W kazdym razie musi teraz palic porzadnie w piecu,osuszac , a tu ta zima.
Ech
........
dopisek srodowy
-22 z rana, szczerze mowiąc zbrzydła mi ta syberyjska aura, zapowiadają ocieplenie ale za to znow ma padać snieg. Fuj.
Dobrze,ze zaraz beda ferie, to chociaz dziewczyny nie beda musialy doginac z rana .
Co z naszym wyjazdem dalej nie wiem.
Moze bedziemy tu potrzebni szfagrowi jakos, tesciowa jeczy troche,ze on tam sam , no ale co wtedy musialby J pojechac do niego, a raczej nie ma takiej mozliwosci,bo pracy duzo. Nie moze wziąc wolnego ,bo pzreciez dopiero co pojechał. Zreszta szczerze mowiąc, to szfagier na miejscu ma pomoc,bo poki co to jest ekipa ,ktora sprzata to mieszkanie spalone (kupa gruzu,tynki poodpadały same ze scian) ,wiec juz mu powiedizeli ,ze wyniosa od niego te pzremoczone rzeczy ,(w kuchni mial tapczan z posciela i panele na scianach i suficie,wiec poodpadaly) ,z resztą upora sie sam, po prostu musi powynosic naczynia itp z szafek do pokoju, zeby szafki sie osuszyły, woda po nich splynela, wiec raczej nie sa tak zniszczone by je wyrzucać z tego co mówił.
Odszkodowanie dostanie,ale nie wiadomo kiedy, wlasciciel budynku równiez,to ewentualny remont bedzie mogl zacząc,moze w miare szybko. Hm.
No to wlasciwie da sobie radę. No ale wypada zapytac czy potrzebuje pomocy, zastanowic sie .
Zobaczymy co sie wykluje do konca tygodnia.jesli nic konkretnego to musze postanowić czy J ma w te niedziele po nas jechac ,czy dopiero za tydzien. No i czy beda dobre warunki na drodze skoro ma padac. Czyli zwyczajowo,zawsze jakis problem jest i trudno zadecydowac o totalnej labie. w razie czego juz wczesniej upzredziłam szefa o ewentualnym wyjezdzie,ciekawe czy pamieta,bo jak widzę rozpedza sie z zamówieniami,choc troche ostudził go rachunek za prąd, na wypate tez czekam juz tydzien,bo on ma teraz duzy wydatek,wczesniej kupił 2 bele materiału,teraz musi zaplacic za wat, wiec troche cienko z kasą. No ale do konca tygodnia ma niby uregulować rachunek. mam nadzieję.
Teraz przy tym zimnie ciezko oszczedzac na ogrzewaniu, wrociła tesciowa,jej zimno ,jak jej nie bylo tamte dwa pokoje byly odkrecone na mini, bo nikt tam nie wchodzil a drzwi zamkniete, jak nas w domu nie bylo cale pzredpołudnie,to tez skrecalam kaloryfery,a teraz hulaja wszedzie,nawet w kuchni i pzredpokoju,jak nigdy,bo babcia marznie.Nie dziwie sie,jak sie siedzi i nie rusza,to zimno a starsi ludzie to w ogóle szybciej chyab marzną.
Juz mnie strzyka w kosciach na mysl o przyszłym rachunku za gaz. A te prognozy mnie wkurzają jak nie wiem co.Wolałabym placic konkretnie za dan yokres,a nie jakas tam jeszcze prognozę zakichaną, rownie wysoką jak biezacy rachunek.
Byle do wiosny,tak?
|