| < Październik 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
O autorze
Tagi
RSS
piątek, 29 września 2017

srutututu, próba kopiowania

20:51, dorota4311
Link Komentarze (2) »
Kilka

notek już napisałam, które poszły w niebyt, pieprzony blox, a już myślałam, że wszystko ok!

nawet szkic się nie zapisuje! Wrrrrr, odechciewa się pisać.

19:21, dorota4311
Link Komentarze (6) »
czwartek, 21 września 2017
Wrzesień

miesiącem pojawienia się w naszym domu  Rysia, zwanego Rysiulem, Ryszardzikiem, Rysiulkiem,kochanym koteczkiem i  chłopczykiem, słodką pierdółką .

Taka malizna była, trochę wystraszona, ale prędko się zorientował, że nie musi już się bać i płakać, że mu ciepło i brzuszek pełny.

Chociaż myślałam, że znajdę mu dom, że on tylko na chwilę, szukałam, rozpytywałam, ale nikt nie chciał słodziaka, dni mijały, a ja przecież już go tak bardzo kochałam...

8 lat minęło 15 września.

Tak mi towarzyszy  właśnie, lubi być przy mnie, a ja lubię kiedy on jest blisko.

20:26, dorota4311
Link Komentarze (20) »
środa, 20 września 2017
No to tak.

Dwa tygodnie pobytu J. tutaj prędko zleciały,tym bardziej,że wpadł na pomysł z tym sufitem. Chłopak Ani chętny do pomocy  ot tak, ale zapłaciliśmy43, jak dla niego to było nowe doświadczenie,  namęczył się, nadźwigał, należało mu się. Gdyby nie on, to J. by się nie zabierał za robotę, bo samemu by się nie dało. Ciężka robota, ale w trzy dni się uwinęliśmy, tylko nowej lampy i rolety nie udało nam się kupić, wiec zawiesiliśmy na powrót stary klosz.

W piątek ostatnim rzutem na taśmę , korzystając z ładnej pogody wykosiliśmy resztę terenu na wiosce  a po powrocie, na 19,30 poszliśmy  na koncert  w ramach  Vratislavia Cantans  do kościoła oo.Jezuitów. Piękne zakończenie dnia, bardzo dobry dyrygent i cały zespół wykonawców, przyjemnie patrzeć na ludzi, którzy maja pasję . Chociaż byliśmy zmęczeni a koncert trwał do 23, warto było.

Weekend zleciał raz dwa, trochę się pokręciliśmy po lesie w poszukiwaniu  grzybów, znaleźliśmy kilka małych na pociechę i zdobyliśmy fanta w postaci nożyka. Ludzi w lesie jak mrówków!  Spotkaliśmy dawno nie widzianych znajomych, pogadaliśmy, pośmialiśmy się, fajnie było, a w domu  zamiast sosu grzybowego  na obiad zjedliśmy wątróbkę:))

W poniedziałek J. wyjechał. Po drodze miał  przygodę ze świecącą lampką w aucie, wiec skręcił do mechanika, nic nie znaleźli, pojechał dalej. Dojechał do domu szczęśliwie, ale okazało się, że opona do wymiany, bo powietrze zeszło. Kiedyś złapaliśmy gwoździa, spec nakleił łatkę, widocznie się odkleiła. No a w domu tez niespodzianka,  padło chłodzenie w lodówce, wiec J. naprędce naprawił jak się dało, podłączył zegar czasowy, który steruje  włączaniem i wyłączaniem lodówki, część od razu zamówił i dzisiaj będzie montował już nową.

No i tak to. Na razie nie miałam czasu iść do lekarza, ale po niedzieli już muszę, trudno się mówi.

za to wczoraj byliśmy Z młodszą u innego kardiologa  na konsultacji dla tzw.świętego spokoju, no i mamy  spokój,  wszystko ok, temat serduszkowy zamknięty,  a te bóle i kołatania ,które odczuwa czasami to najpewniej jednak nerwicowa sprawa, czyli ziółka, wrzucać na luz, czyli ogólnie mówiąc musi się nauczyć być kwiatem lotosu na tafli. Dzisiaj zrobiliśmy jeszcze kontrolne badania i szlus.

Starsza zakończyła kurs i chodzi teraz na praktykę do pobliskiego fitness clubu, to przy okazji wpada do nas częściej . Może się kiedyś wybiorę tam poćwiczyć pod okiem córki, na razie wysyłam Młodych .

No i co tam jeszcze, fajne buty widziałam w ccc, ale nie na moją stopę, buuuuu, za wąskie w palcach, cholerka!

Ciuchy letnie już pochowałam, niektóre to tylko powisiały na wieszakach, nie było okazji ubrać, a już pora na długie rękawy, swetry, kurtki.

...

Towarzysko jestem w tyle, kol.R wpadła kiedyś  na chwile,z kol.W i G się nie widziałam,i pewnie nieprędko zobaczę,bo W wyjechała na urlop a G zamierza wyjechać na 2 tyg.

Koleżusia, która pełna planów i nadziei na zysk, jednak zamyka sklep, i wyjeżdża do pracy  za granicę, ano, szkoda, ale było to do przewidzenia od początku, niestety.

Jeszcze nie miałam okazji wpaść do jej  wyremontowanego mieszkania i czuję,że nieprędko to nastąpi,skoro wyjeżdża.

No i tak to. Zostaje mi kol.R ,do której  zawsze wieczorem można wpaść,więc  mam taki zamiar.teściowa likwiduje biblioteczkę,czyli ma dużo książek do zbycia, takich tam czytadeł, wiec chcę kilka podarować teściowi kol.R, bo ona bardzo lubi czytać.

Mam też zamiar odwiedzić ciotkę, ponoć kotki już jako tako przywykły do siebie, mniej burczą na siebie i nie dochodzi do łapoczynów, przecież to już minie zaraz rok, jak Burcia zamieszkała u ciotki! Pierwszy rok  kiciuni w ciepłym domu, z pełną miseczką i ludźmi.

.....

No a co do mojego jedynaczka Rysia, to chyba już nie ma tych paskudnych pcheł, nie widzę, nie wyczuwam przy głaskaniu, kotek się nie iska, odpukać w niemalowane! 

J. wertuje ogłoszenia, ale jeszcze się nie zdecydował, nie wybrał żadnego kiciusia. Musi mu mocniej serce zabić do jakiegoś, a to nie łatwe, zobaczymy co czas przyniesie.

Ogladam zdjęcia, a tam Lucio, to było tak niedawno, był, biegał, cieszył się, łobuzował, był szcześliwy, jak to cholernie boli, że go nie ma, nie mogę spokojnie.

....

No i to chyba tyle. Jeszcze chwila a ogarnę się, bo jak na razie to prawie cały czas w biegu, a niby nic takiego się nie dzieje. Ale ruch jest mi potrzebny, to nie narzekam. Nie mam z kim chodzić wieczorami na kijki, mi pasuje 18,30 -19, najlepsza pora, ale  samej to nieprzyjemnie!

Jutro  za to jedziemy na wioskę, przegonię młodzież do lasu , może uda się nawet grzybka znaleźć, no i  do ogródka trzeba też zaglądnąć, pojemniczek malin uzbierać. 

Panuje tam straszny chaos,  melisa i mięta zakwitły, lubczyk padł, pewnie przez susze, wiec nie pomrożę, trudno.

Ale przede wszystkim jutro mam nadzieję się wreszcie wyspać, będę spać do 8 i żadna siła niech nie próbuje mnie  wcześniej z łózka wywlec!

17:51, dorota4311
Link Komentarze (8) »
wtorek, 19 września 2017
Zbieram się, zbieram

żeby coś napisać, może dzisiaj wieczorem wreszcie.

18:29, dorota4311
Link Komentarze (4) »
środa, 13 września 2017
Coraz

zimniej, 14 st i taki wiatr dzisiaj, że z domu się nie chce wychodzić. J. odpoczywa, uciął sobie drzemkę, no i dobrze, wreszcie skończone, wysprzątałam kuchnię, wzięłam się za knedle ze śliwkami, a tu już szwagierek w drzwiach z głupimi gadkami i pytaniami. Kot spierniczył do łazienki, bo też nie miał ochoty słuchać zaczepek.

:)

No cóż. Póki nie wniosło się rupieci  fajnie było w kuchni, ale już zaczyna przybywać tego i owego, z szafek wszystko pościągałam, a tu oni bach, już wiadro po  proszku do prania ,w którym trzymają makarony wylądowało  na górze. No bo w spiżarni już teraz będzie wilgotno(?), to lepiej nie.Tak,kur.wa, w opakowaniu oryginalnym, plus w zamkniętym wiadrze na bank wilgoć dopadnie te nieszczęsne makarony,dziwne, że kartoników z ryżem i kaszami nie chwyta.

Boszzzzz. Wdech, wydech. Czego to się można było spodziewać.

 

 

16:31, dorota4311
Link Komentarze (11) »