RSS
poniedziałek, 12 czerwca 2017
Ej, pańcia lala

bucik ci się roz..wala:)

A to było tak.

Wyjszłam z domu celem przetuptania się, bo pogoda znośna była. Wtem poczułam dziwne luzy w obrębie lewej stopy.Patrzę,a to pasek od sandałka postanowił się wyrwać/odkleić.

No to do obuwniczego, jednego,drugiego,w trzecim ceny z kosmosu, w czwartym piątym to już chińzczyzna śmierdząca, w akcie desperacji chciałam tenisówki, no ale wymiotło,  tenisówek nagle nie ma nigdzie, no wiecie co! Ale może to i dobrze, bo zawsze ta guma się odkleja po bokach i nie lubię w takich  już chodzić.

Jedne  sandały od lasockiego całkiem ok, ale 129 zł, powariowali! Pożałowałam i nie kupiłam. Chcę czarne,ale  wszędzie kolorowe, jasne, z błyskotkami , inne znów babciowate, ło matko!

Zadzwoniłam do Starszej czy przypadkiem nie wybiera się  do centrum, to byśmy razem. Owszem, wybierali się cała bandą we troje, to i ja się załapałam.

Niestety nic co pasowałoby na moje stopy nie znalazłam, wiec pozostaje mi skleić  obecne, licząc , że dadzą radę . Mam jeszcze jedne, ale to te co mnie nogi w nich po pewnym czasie pieką. Kupiłam żelowe wkładki- hamulce stopy niby, ale dobre są wcale nie do hamowania, tylko do podłożenia i w płaskich. No ale  właśnie te nie zawsze mi pasują ,bo są koralowe,na dodatek z jasną wkładka,wiec wiecznie trzeba ja czyścić.

 Po za tym, co za idiota projektuje  te sandały, albo tak nisko wszyte, że palce nie do wsunięcia, a w większości  wkładka przestębnowana w fantazyjne szlaczki,lub przynajmniej dookoła  i przy uwypukleniach.Toż to się później wpija w stopę,  miałam takie to wiem!

Albo za twarde,za płaskie,  no dziwaczne takie , że jak to w tym chodzić i być zdrowym!  Wzdech.

W sportowym też nie ma wygodnych i wybór  niemal żaden. No i tak wylądowałam w domu, bez nowych butów , za to ze Starszą i K, bo zaproponowałam im obiad:)

Zrobiłam szybko mielone, podpieczone pieczarki, młode ziemniaki i mizerię. Na deser lody i truskawki.

Dobre było. Teraz przydałby się konkretny spacer:)

.......

Szwagier jutro o 12 będzie przewieziony karetką , uf.  I po co było tyle zamieszania robić, wydzwaniać, kombinować i cudować?

........

13.06.

No, póki co to jeszcze siedzi na manatkach i czeka  na przewóz, a ja czekam   na wiadomośc,czy jeszcze w klodzkim szpitalu zostanie  czy mam po niego jechac taksówką. Więc też jestem troche udupiona.

 .......

Juz w klodzkim szpitalu, zobaczymy co powiedzą lekarze jutro na obchodzie.

17:39, dorota4311
Link Komentarze (19) »
Znów

zeżarło mi wpis, który wczoraj pracowicie wysmażyłam.

Piątek był pod znakiem pośpiechu i pogrzebu, sobota burze i ulewy, niedziela leniwa i pogaduchy z kol.R.

U szwagra w miarę constans, ma nadal opuchnięte kończyny, kazali mu mniej pić, dali kroplówkę, trochę zeszło. Nie wiem dokładnie kiedy wypis, może już jutro? Jeśli nic się nie zmieni od 29 czerwca pojedzie do polanickiego szpitala uzdrowiskowego, ma wstępnie zaklepane miejsce.

Dzisiaj już nowy tydzień i nowe wyzwania. Za oknem słońce i ktoś gotuje obiad, bo zapaszki dolatują. Ja nie muszę gotować, bo mam resztkę z wczoraj.

Młodsza pojechała raniutko do Wro, autko w naprawie jeszcze, bo zamówiona część przyjdzie dzisiaj. to znów sonda egr,  ale w miejscowych hurtowniach mieli b.drogie, a te same w necie trochę taniej.

No i tak to. Pachnie jaśmin.

08:05, dorota4311
Link Komentarze (15) »
piątek, 09 czerwca 2017
Taki czwarteczek

Rano wyszłam kupić sobie coś na śniadanie i wodę na drogę, wpadłam też na pomysł kupienia biletu, ale okazało się , że kasy  to już przeszłość, bilety kupuje się u konduktora.OK.

Na dworcu pojawiałam sie stosownie wcześniej, nagle z megafonu wybrzdąkał i wycharczał damski głos ,,pociąg ęąhakęhąeaw komunikacja zastępcza", ożesz w mordeczkę , że co? !

Grupka zebranych pań równie zaskoczona jak ja ,w panice, co robić,co robić, czasu mało, lecieć na pks czy na busa, wybrałam busa, jedna pani zabrała się ze mną. Cóż nie dane mi było przejechać się szynobusem.

W busie usiadłam tuż za kierowcą, miała otwarte okno,wiec trochę powiewało i na mnie, wiec aż tak bardzo nie cierpiałam z powodu gorąca i duchoty.

Za mną siedziały dwie nauczycielki w wieku emerytalnym, bardzo głośno konwersowały, z upodobaniem powtarzając wielokrotnie to samo. OMG.

Starałam się wyłączyć słuch, bo drażnił mnie przepalony,chrapliwy głos jednej z nich. W takich przypadkach dopada mnie chory odruch chęci odkaszlnięcia. Okropność.

Od strony kierowcy sączyła się muzyczka, akuratnie padło na Anię Dąbrowską, chyba wszystkie płyty po kolei. Stwierdziłam, że albo ja za stara, albo te teksty są jednak głupawe.

Przez okno nie mogłam patrzeć,bo szyby miały naklejone takie czarne siateczkowe coś, dzięki temu pewnie nie było gorąco tak, jak mogłoby być.

Jechaliśmy bez przeszkód i korków na drodze,wszyscy jechali do Wro, wiec nawet postojów nie było, wiec dotarłam do celu całkiem szybko.1,20h ,czy jakoś tak. Pociągiem dotarłabym w podobnym czasie, nie ma zbytniej różnicy, a często pociąg dojeżdża o czasie, bo wiadomo, na drogach bywa różnie, korki, wypadki, objazdy, bywają opóźnienia.

Później już poszło gładko. Młodsza czekała na przystanku, poszłyśmy na autobus, za moment już jechałyśmy w stronę szpitala.

No a w szpitalu też ok, posiedziałyśmy, porozmawiałyśmy, wyklarowałam szwagrowi raz jeszcze o czym ma rozmawiać z lekarzem i o co wypytać. Bo skupiał się na pierdach  nie związanych z  najistotniejszymi sprawami.

Zadziałało, bo dzisiaj rano zadzwonił, że rozmawiał z lekarzem. UF. Ma mieć załatwiony transport sanitarny.

Ogólnie, wiadomo już, że wypis w poniedziałek lub wtorek, lekarz zadowolony, że wszystko dobrze, bez komplikacji itp. Jeszcze z pewnością dostanie konkretne wytyczne co dalej po wyjściu ze szpitala.

Po odwiedzinach wsiadłyśmy znów w autobus, później tramwaj, (przynajmniej tyle moich atrakcji wrocławskich) no i już do autka.

Jedziemy, jedziemy, jedziemy, już zjeżdżamy z autostrady, gdy wtem Młodsza wyjęczała , o nieeeee, znów, o ja pierdzielę..,no to ładnie. Samochód stanął i koniec tego dobrego, dalej nie pojedzie.

Jest 16,15.

Notokurwapieknie! Co robić? J.mówił, że się kończy adac i miał opłacić , ale czy to zrobił? Nie opłacił jeszcze.

Po kilku telefonach, lekkiej panice i ataku nerwowym Młodszej- łzy, trzęsące się ręce, opanowałyśmy sytuację. Zadzwoniła do adac, ubezpieczenie jeszcze ważne, UF, i już szczęśliwe, że nie musimy płacić za lawetę 6 stów(tyle zaśpiewała firma z Kłodzka), czekamy na pana z lawetą z adac.

Czeku, czeku, czeku, przyjechał o 18,20. Dobrze, że słonce czasami zachodziło chmurami.

Zawiózł  od razu pod warsztat , bo J. już nas umówił z mechanikiem, a stamtąd już dla rozruszania gnatów wróciłyśmy piechotką.

Dzisiaj rano poszłyśmy do mechanika, być może uda mu się to dzisiaj naprawić. Będzie dzwonił.

....

No i tak to.

Zaraz idę kupić kwiatki, myślałam, że z kol.G pojadę na pogrzeb, ale jej to nie po drodze, no faktycznie nie pomyślałam, ma skrót i ominie korki przy wjeździe do miasta, wiec ok, sprawdziłam rozkład, są autobusy w tym czasie,dam radę dojechać . Mam też powrót, chociaż powiedziała, że podwiezie mnie z powrotem, pfffff.

Najgorsze  jest to, że upał jak skurczybyk. OMG.

 

 

 

 

12:38, dorota4311
Link Komentarze (18) »
czwartek, 08 czerwca 2017
Niedługo

jadę, przeżywkę mam, bo dawno nie jechałam pociągiem:) Czeka mnie długi,  męczący dzień, ale trochę przyjemności, jak ta jazda pociągiem, uszczknę;)

 

09:40, dorota4311
Link Komentarze (8) »
środa, 07 czerwca 2017
Co tam? Czyli poszukiwanie piżamy.

Relaksuję się, póki nie muszę jechać do szpitala, bo niedługo laba się skończy. Póki nie można go było  odwiedzać, to teściowa wierciła mniejszą dziurę w brzuchu.

Wczoraj szwagier wylądował  na normalnej sali, więc  jutro  pojadę. Przeciągnęłam do czwartku, bo Młodsza w południe kończy zajęcia wiec się spotkamy pod dworcem, pojedziemy do niego i później razem do domu, bez niepotrzebnych eskapad i kombinacji dojazdowych.

Wczoraj zatem umówiłam się z córką Starszą i spędziłyśmy wspólnie część dnia. Wpadłam do niej, później ruszyłyśmy  w sklepy, bo znaleźć piżamę rozpinaną  w takim rozmiarze to problem, w centrum handlowym  nie znalazłyśmy, to jeszcze sklepy w mieście przeczesać. No owszem w jednym sklepie coś tam mają, ale sklep już zamknięty, drogie, bo za prawie stówę jedna, a dwie trzeb, żeby miał na zmianę. No bez przesady, w ostateczności kupiłabym, ale jeszcze zaszłyśmy do ciuchlandu, akurat po dostawie towaru, a tam, jak znalazł, akuratne fajne płócienne, dobre gatunkowo, więc kupiłam i z głowy.  Przy okazji rozpętała się burza, wiec  zmokłyśmy, ale cel osiągnięty.

No i cały dzień po za domem, wiec relaks psychiczny a i fizyczny jak  się tyle nachodziłyśmy.

Jutro jadę pociągiem, bardzo dawno już  nie korzystałam z tego środka lokomocji, dlatego wybrałam pociąg zamiast busa. Przy okazji zobaczę dworzec wrocławski po remoncie.

A dzisiaj?  Też mam zamiar wybyć z domu.

......

Tuv w komentarzach dobrze ujęła moje obawy. Nie wiem jak to będzie, co do rachunków, to popłaci  przez internet, albo ja to zrobię, mam mu zawieźć laptopa, tylko co z tego , jak tam nie ma wi-fi,  do mieszkania nie ma potrzeby jechać, bo po co, jakieś tam ciuchy tu ma, nic więcej mu nie trzeba.

Musi sobie radzić, a gdyby mnie nie było to co? Tak wiec nie zamierzam przesadzać z pomocą, musi być samodzielny, trzeba  czasu,  ale mam nadzieję, że dojdzie do siebie.

  Co do  rehabilitacji , to nie mam pojęcia jak to będzie, kuzyn z Gdańska mówił,(sam niedawno przeszedł zator i ma coś tam z nogą), że terminy odległe bardzo jeśli na fundusz,lekarze mu wprost powiedzieli, że prywatnie  niech chodzi, to samo z sanatorium, nie takie hop ,więc zobaczymy.

Dieta? Mniej żreć, to podstawa, też nie zamierzam skakać koło tego, w szpitalu dają normalne jedzenie, to i w domu  co ugotuję to zje, a pewnie teściowa  będzie gotować swoje zupę typu cieniutki rosołek, wiec akuratnie będzie ok, niech gotuje.

No problem, ze wszystkim problem,najważniejsze jednak, żeby  nie rozklejać się i nie usługiwać  do przesady, nie niuniać jak niemowlaka, bo widzę, że skłonności  są .  Teściowa wczoraj mówi, jak  dobrze, że jesteś (popis przy wnuczce), bo co ja bym sama zrobiła, taka bezradna jestem, nie wiem co robić...

Pamiętam doskonale, jak klarowała  szwagrowi, żeby dbał o swoje interesy, ,,  synku, pamiętaj, na nich  nie masz co liczyć, bo oni ci na pewno nie pomogą".

No i tak, to, chciałabym nie musieć pomagać, ale  nie ma wyjścia, nie chcem ale muszem.

.........

Dzwonił, laptopa jednak nie, piżama się przyda, ale w koszulce już śmiga, bo go wieczorem spionizowali, dzisiaj od rana tez zajęty był, bo go odłączali od różnych rurek, no i rehabilitanci pomagali mu się ruszać itp. On zdziwiony, że to tak szybko, oj, chyba chcą mnie stąd szybko wywalić. Ha,ha, no a na co mają czekać, raz, raz i do widzenia.

Tak wiec przypuszczam, że kilka dni i wypis.

 

.......

Najważniejsze,J. po kontroli kardiologicznej, wszystko bdb! UF!

 

08:22, dorota4311
Link Komentarze (17) »
poniedziałek, 05 czerwca 2017
No to

szwagier już na stole operacyjnym.

........

12,30- już po operacji, przewieziony na salę pooperacyjną, jeszcze pod respiratorem, wieczorem wybudzanie.

20-zadzwoniłam, wszystko przebiega prawidłowo,wybudzony, w kontakcie, jeśli dalej będzie ok, to jutro przeniosą go na  oddz.kardiologiczny. Mam dzwonić miedzy 11-12 po nowe informacje.

No i git.

08:00, dorota4311
Link Komentarze (25) »