RSS
poniedziałek, 28 maja 2018
Uf,

żakiecik dla paniusi  gotowy. Oby tylko nie zarzuciła mnie większą ilością  takich poprawek!

Pogoda dopisuje, nawet już zrobiło się za sucho i trzeba podlewać wszelkie rośliny. Szczęściem w nocy nieoczekiwanie była burza i porządnie polało do rana. 

Skoro tak ładnie to te wolne dni, niedzielę i poniedziałek zielonoświątkowy (20 i 21 maja)  spędziliśmy  tak jak było zaplanowane, zwiedziliśmy ogród botaniczny i pojechaliśmy do Husum,miasteczka  nad Morzem Północnym. Całkiem  zgrabne, ładne, miasteczko.

Najpierw nas wygrzało, bo 24 st i błękit nieba, dodatkowo poszliśmy zwiedzić zamek, w którym też było ciepluchno,  ale nawet nie spodziewaliśmy się, że będzie taki ciekawy! 

Później  zjedliśmy mało smaczny obiad  w portowej knajpce. Przynajmniej ja nie byłam zadowolona, ryba z dodatkami, J. zamówił fladrę z frytkami i surówką, a dla mnie, bo tak chciałam, halibuta z dodatkami, kurczesz, no i on skorzystał, bo dostał dwie fląderki, a ja?  No, nie tego oczekiwałam, myślałam, że to będzie porządny  kawałek ryby,  a tu jakiś cienki kawałek rybolka, ni to tłuste toto jakieś mokre, niewypieczone, kompletnie nieprzyprawione, do tego ziemniaki z wody i surówka(?) pekińska z szynką i majonezem, w miseczkach jakiś tłuszcz do polania ziemniaków i  klopsik masła z ziołami do ryby. Eeee. To ja się nie nadaję do knajpianego stołowania się, prosta baba jestem. Mało kiedy coś mi smakuje, nie najadłam się wcale, bo ryby było malutko, taka delikatna ale i bez smaku, zjadłam głownie tą rybę, zagryzając tę mokrość suchym kartoflem i klnąc w myślach. na pytanie pani  smakowało czy nie, odpowiedzieliśmy milczeniem.   Może to mnie wyleczy od poszukiwania smacznej ryby nad morzem, bo lepszą, to ja sama sobie w domu przyrządzę.

No to po zwiedzaniu ulicy rybackiej  pojechaliśmy na wał , był odpływ, ale , że aż taki?! Zaskoczył nas kompletny brak widoku morza, nie to co St.Peter Ording czy Busum.

  Był tylko jeden wąski pas wody, taka ścieżka, prowadząca z morza do przedporcia, jeden stateczek jeszcze nią podpłynął i  tyle,  czy jak to tam można nazwać, a tak to  błoto, błoto, błoto.  o 16 już zbliża się przypływ, ale byliśmy tak wymęczeni wiatrem, że nie chciało nam się czekać, by zobaczyć  przypływ do końca, bo przynajmniej jeszcze półtorej godziny trzeba byłoby czekać.

Za chwile dodam zdjęcia, nie wiem jak to teraz ma się do tego RODO , jak mam ludzi na zdjęciu to nie wolno publikować?

 

11:40, dorota4311
Link Komentarze (8) »
czwartek, 17 maja 2018
Trochę

umęczonam, zatem zostałam dziś w domu, bo nie mogłam się zdecydować  czy jechać czy nie razem z J. Umówiliśmy się, że ewentualnie przyjedzie po mnie jak się pogoda wyklaruje.

  Wkurzam się na siebie, bo noże gubię, wetknę w ziemię, czasem gdzieś położę,  niekiedy pewnie w pospiechu ląduje w wiaderku czy na taczce  i wywalam razem z zielonymi odpadami. Parę razy udało  mi się  je odnaleźć, ale wczoraj  obeszłam cały teren  i nie znalazłam. Amba zżera, albo mi je psy kradną, wszystkie trzy noże już straciłam! 

No ale tak to jest, wlokę ze sobą różne narzędzia, rozkładam to tu to tam,  w trakcie zamiatam, chodzę, odrywam się  od pracy,  a na koniec, szybko szybko, bo już czas do domu. Obchodzę   przed odjazdem podwórko, czy czegoś nie zostawiłam, ale jak widać średnio pomaga.Ogarnij się kobieto! Ale jak?:)

A jeszcze jak  to wszystko potrzebuję wozić w trzy miejsca,

łomatkoicórkoiwszyscyświęcirazemwzięci.

Trzeba kupić  kilka na zapas i już .

Nie ma czasu  pojechać do odpowiedniego sklepu.

Czyszczę kamienie  i kostkę ceglaną karcherem,

(te jeszcze nie oczyszczone )

patrzę, w jednym wężu dziura,  ok, są jeszcze dwa, to  dam radę,  za jakiś czas okazuje się, że i z drugiego wydostaje się fontanna, kurczesz, no nie sięgnę tylko jednym tam gdzie potrzebuję! Zanim się kupi nowy wąż, to pewnie trochę potrwa, czyli skończę to robić kiedyś tam, bo... Nie ma czasu pojechać do sklepu!

:)))))

Gnaty mnie bolą, siniak na kolanie też, się wczoraj byłam poślizgnęłam na mokrym kamieniu, ale za to jaki piękny , taki wyczyszczony:)

..

A to żebrak, jak tylko usłyszy szelest papierka, to przyleci w te pędy, a po niej następne, węch mają doskonały i przecież wiecznie głodne biedactwa.

Daj,daj,  co tam masz,daj, ślina kapie

(co uprzątnie się garaż, to zaraz znów bajzel, i jeszcze marudzenie, że znów posprzątane, nic znaleźć nie można)

No i tak to upływają dni. Jeszcze miesiąc.

A teraz aby do soboty, a potem dwa dni lenistwa, bo tu święta.

11:52, dorota4311
Link Komentarze (16) »
poniedziałek, 14 maja 2018
Czyż nie jest

piękny? To ostrygojad.  Ma trzy paluszki w łapce,  jaja, trzy sztuki,  składa w dołku  na piasku czy żwirku, na wydmach  wśród traw. Żeby ochronić jaja, kiedy  widzą, że ktoś się zbliża, udają kaleki, czyli kuleją.  Jednodniowe pisklaki opuszczają gniazdo a kilkudniowe same nurkują i pływają, takie spryciule.  W Polsce skrajnie nieliczny, jak podają mądre źródła  występuje tylko do 25 par lęgowych .

Nie jada ostryg, ale mniejsze skorupiaki i małże, mięczaki, ryby czy owady.

No i wygrzebało sobie ptaszątko omółkę z wodorostów, a niedobra żarłoczna mewa  mu ją ukradła!

11:06, dorota4311
Link Komentarze (5) »
piątek, 11 maja 2018
Jak to

miło mieć dzień wolny w tygodniu, czy to nie mogłoby być tak zawsze?:) Jest czas na zregenerowanie sił, psychiczny odpoczynek, wyspanie się.

Wstaliśmy zatem później niż zwykle, prognozy zapowiadały burze i deszcz,wiec nie byliśmy zdecydowani gdzie tym razem się wybrać. W końcu padło na spacer z kijkami  do Sehestedt nad  Kanał Kiloński. Łączy on  Bałtyk z Morze Północnym, po obu stronach  są ścieżki, wiec można bić kilometry czy to na rowerze czy pieszo. Musimy częściej bywać w tej okolicy, bo można pogapić się na różniste statki, pochodzić po lesie, wiec same atrakcje. Muszę też ja się zabrać za planowanie  takich wycieczek, bo  kiedy już po powrocie spojrzałam na mapę,to wzdłuż Kanału jest jeszcze wiele innych  ciekawych miejsc do zobaczenia a byliśmy tylko w dwóch lub trzech. Zatem są pomysły na kolejne wycieczki!

Wyczytałam właśnie w necie, że ten statek jest japoński, z polską załogą:) Statek przewozi  samochody fińskie, brytyjskie i niemieckie.

Na  deptak i plażę w Eckernforde nie pojechaliśmy, bo przegoniła nas burza  jeszcze nad Kanałem. 

J. rzucał hasła co jakiś czas, oj chyba jednak bedzie padać, oj zaraz  przydałoby sie wracać, zobacz, ustał wiatr, jakoś tak się zrobiło  jak przed burzą..no ale idziemy dalej, bo trochę nam szkoda, tak dobrze się idzie, akurat fajne statki płyną..To chociaż  na nie popatrzymy i wracamy.  Za chwilę niebo już ciut zmieniło kolor, jakby zaczęło gdzieś w oddali grzmieć, zatem w nogi,  ale przez liściasty las,  dla większej atrakcji powrotu:) 

Pogrzmiało, postraszyło, w końcu zaczęło padać, ale zrywami, więc prawie suchą nogą, doszliśmy do auta. Widać było, że  nad morzem już porządnie się zaniosło, wiec nie ryzykowaliśmy dalszej wycieczki.

Kiedy dotarliśmy do domu, to też zaraz zagrzmiało i lunęło porządnie.

 

 

 

10:17, dorota4311
Link Komentarze (17) »
środa, 09 maja 2018
To jest

 tawuła brzozolistna, o rety jak cudnie pachnie,  wczoraj miałam okazję  się nawąchać do oporu.

 zaczynają kwitnąc bzy, ptaki świergolą od 4 rano, ponoć jutro ma padać, ano zobaczymy.

......

 Gdzie się podziała ter.be,  Tereskooooooo,  już bardzo długo  nie komentujesz, martwię się.

16:57, dorota4311
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 07 maja 2018
Wczoraj było tak.

Pięknie i błękitnie, chociaż chłodnawo, mimo 19 -20 st.

J. sprawdzał możliwości aparatu ,  bo stateczki były b.daleko.

Doczekaliśmy się też promu. Tam,tam, hen, w oddali go widać.

Zawsze trafię na jakieś serduszko:) Bardzo to lubię.

Nazbierałam trochę kamyków , muszelek tutaj nie było wcale.

Później pojechaliśmy  jeszcze do parku na kijki, to taki park z ostoją dzikich zwierząt, czyli sarenki, dziki , kozy . Ja zdjęć nie robiłam, J. zrobił  ale niezbyt dobrze wyszły, więc nie ma co pokazywać.

No i tak nam przyjemnie upłynęła niedziela.

Teraz w czwartek święto, wiec też wolny dzień, może pojedziemy zwiedzić jakieś miasto.

........

Ogólnie  jest ok, jak zapierdzielam,to nie ma czasu na nic,  bywa, że nie jadę z J. jak np.dzisiaj, to ogarniam  mieszkanie i gotowanie. zaraz posprzątam i pójdę do  hurtowni  kwiatowej, popatrzeć co tam mają, nic kupować nie będę, ale chociaż pooglądam:)

Tutaj wiosennie,magnolie jeszcze kwitną,tulipany, fiołki, niezapominajki, jakaś typowo wiosenna cebulkowa drobnica, bez niedługo zakwitnie, tak więc  jest kolorowo, pod gruszą  jeszcze nic nie robię ,bo czekam aż szafirki i  tulipany przekwitną. Na razie jest  gąszcz.

pod gabinetem z masażami kwitła forsycja,a teraz  wiśnia japońska. Niestety, one są przycinane jak krzewy, jak żywopłot, ktoś ,moze poprzedni ogrodnik, albo jeszcze wcześniejszy nasadził  róznych krzewów, troche bez wyobrażni, blisko budynku,przy oknach,wiec trzeba mocno ciąć , bo panie narzekają,  wiec  wisnia nie ma szans na zaistnienie w pełni swoją urodą, ale i tak cieszy oczy kwieciem.

Szkoda, że szef nie chce inwestować  w tutejszą posesję, bo można byłoby tu  coś pozmieniać, żeby było i wygodniej dla klientów i ładniej ,bo kupiłoby się kilka drzewek, jakieś iglaki a  mniej byłoby do koszenia:)

No  i tak to, dni nam lecą dość szybko, szczególnie kiedy się od rana do wieczora pracuje. Za to jaka frajda, kiedy  przychodzi dzień wolny:)

11:47, dorota4311
Link Komentarze (10) »