RSS
sobota, 27 października 2007
parę słów

 Jak sie  cieszę , troche ładniej nareszcie i  zaczynam  planować  jakies  krótkie wypadziki na łono ,bo juz pojutrze J będzie w domu.  Musimy troche  jeszcze  pocieszyć się jesienią  zanim  znów   sypnie  sniegiem. 

 Od kilku dni jestem stałym klientem  pewnego warzywniaka ,do listy stalych zakupów dołaczyły  kaki-owocki, ktore  tak lubimy a  najsmaczniejsze są jesienią , takie juz mocno dojrzale . Najciekawsze jest to ,ze  własnie jak sa takie bardzo miekkie ,to sa przecenione :)  mniam.

No i  co tam  jeszcze? Butów sie naogladałam, troche dowiezli nowych fasonów,ale gdzie tam, nic mi sie nie podoba  żebym od razu poczuła,ze muszę je mieć., Jesli nawet podobały mi sie średnio ,to mierzyłam,ale niestety  nr 37 nie dopina sie w łydce a  do nr 38  to juz bym mogła wskoczyć w trzech wełnianych skarpetach z pomponem na czubku:).  Czuje,ze kupie jakies  byle jakie   w końcu i o chodzeniu w spódnicach mogę zapomnieć. Buuuu

Szfagier ma ur niedługo  i znów nie wiem co tym razem mu kupić,   no i wypadałoby myslec juz i o gwiazdkowych prezentach..wieczny problem  co kupic tesciowej i szfagrowi. W tym roku teść odpada,bo jemu to  juz nic nie mozna  sprezentować .

Ech...

 To idę spać,moze mi sie pzrysnią pomysły na prezenty:) no i musze  jeszcze sobie wygodnie pospać, bo od jutra   bedzie ciasnawo i z chrapaniem  za uszami:)

Miłego weekendu

  update zakupowe : kozaki

00:37, dorota4311
Link Komentarze (8) »
czwartek, 25 października 2007
zaczyna sie

 

nerw mi skoczył, no, teraz oczywiscie,jak juz niemal wszyscy obkupili dzieciarnię w mundurki ,okaże się ,ze na darmo wywalili  forse,bo  będzie je mozna sobie kurwa w buty włozyć. Pzreciez nowe rządy trzeba koniecznie od  mundurków pieprzonych zacząć ,można sie było tego spodziewać.Dziecinada psia mać.

21:21, dorota4311
Link Komentarze (2) »
po północy

 nie moglam zasnać,oczy  bolały  wiec nie mogłam czytać,za to ogladałam jakis  durny  film  . Jak juz zasnęłam to  dziwny sen miałam. Z kilku kadrów,filmowych  wrącz i barwnych. 

Bylam w szpitalu,jakies pielegniarki niby moje kolezanki prosiły mnie o pomoc, jakis lekarz  zaproponował mi prace dorywczą,wiec sie zgodziłam.

Na korytarzu leżał jakis chory chłopak,grubawy,nie wiem co mu było,miał cos z jedną reką,gozrej nią ruszał,leżal rozebrany do gatek pizamowych ,pielęgniarka  ,która miała go pilnowac ,zeby nie zasnął ,była bardzo zmeczona,wiec podmieniłam ją .Wtuliłam sie w niego i tak razem  na tym łozku szpitalnym rozmawialismy.  Fajne pilnowanie:)    czułam  ,ze cos nas łaczy,ze to dla mnie ktos bliski.

  Nie wiem kiedy ,ale juz nie bylismy w szpitalu tylko aucie,jechalismy  ogladac jakiś wielki zamek, tak stary i zniszczony,ze okna ledwo sie trzymały ram,dokładnie to widziałam. W aucie z nami był malutki kotek i niemowlę,które trzymałam (jakby to była mała  moja  starsza córka) .  Skąd nagle  dziecko? moje  nie nasze.  Potem inny wątek,jakby stary dworzec,budynek, ladne wnetrze,lekko odnowione,dziewczyna,jego kolezanka-jakas chyba artystka,która przygotowywała sie do jakiegos wernisażu,sciany  wygladały jakby były wytapetowane materiałem w kwiaty,esyfloresy,niebiesko-szaro-rózowe. Duza ta sala była ,z kominkiem czy szafką stylową,nie pamietam dokładnie,ale podobało mi sie  tam. Chwile porozmawialismy,widziałam jej radosc ,ze on  jest ze mną.

Potem jakis pociąg ,jakies rozterki,ze moze jednak nie jestesmy dla siebie stworzeni,on został ja  wyjeżdzałam, jakims dziwnym malutkim wagonem, z drugim towarowym doczepionym, gdzie   chciałam umiescic  jakies swoje rzeczy  . Serce mnie boli,ze musze to zrobić, rozterka,wahanie:)   Kolejarz  czyta jakąs kartkę, mówi ,ze nie mogę  bagazu umiescic  w wagonie, podjezdza ten chłopak autem,pakuje dziecko ,te bagaże  ,przytula mnie. W aucie jacys ludzie,dzieci ,kazdemu po całusku ,usmiechy,radosc,ze jedziemy razem ...koniec snu.

 Pewnie to mieszanka  wiadomosci w mojej głowie,np przed snem  czytałam blogi,   na jednym z nich przeczytałam  o tym,ze musza oddać małego kotka    (kto chce malutką kotkę ? -Wrocław) ,stąd kotek we śnie. Szpital -wiadomo-dziadek, ostatnio szpitale zabierają większosc czasu  i  mysli.  Wspomnienia okołoslubne i ogólne  ,ogladanie tv ,moze spowodowały ten zamek  czy dziecko, w koncu czułam ,ze to moja córka .  Ten chłopak,zupelnie nie kojarzy mi sie z żadną  znaną  realnie osobą, twarz nieznana. Czyzby to ,ze na  codzien brakuje mi  faceta,w ten sposób mi sie objawiło:)? to mógłby jakis erotyk sie przyśnic a nie  romansidło jakieś :)

 Hmm, nie lubię takich snów. Bardzo intensywnie odczuwałam we śnie,często  jestem tylko obserwatorem   ,tym razem przezywałam go  i budząc się  miałam mieszane uczucia  czy chce sie obudzić,  ciekawa byłam co  dalej.

11:03, dorota4311
Link Komentarze (2) »
środa, 24 października 2007
kościelny

 No to minął tydzien tak? zebraliśmy sie  więc do kupy,i wyruszylismy taksówką do Zieleńca.

Ale po kolei,troszke szczegółów:stroje:

 miałam taki kostium co sobie go  wymysliłam, szyła mi ciotka( bo niby ,ze ja sama sobie nie mogłam-przesąd taki). Góra zapinana na łezkę z tyłu,stójeczka,rekawy przymarszczane  w ramionach  i szeeerokie mankiety zapinane na kilka guzikow perełek,dół góryy tez  na takim szeerokim mankiecie.  Spódniczka  lekko zwezajaca sie do kolan.Całość z miekkiego materiału coś jak aksamit.  Biale czółenka czy jak to tam sie kiedys nazywało. Bukiet miał być z ziemowitów,ale ze takowych nie posiadali w kwiaciarniach to był z ciemnobordowych  cyklamenów. Oczywiście  teść u jakiegos znajomego kwiaciarza  zamówił  bukiet slubny,wiec dostałam takie strojne brzydkie cos, szybko sie z tym rozprawilam i  wybrałam tylko te cyklameny:)

J w garniturze  i,białej koszuli ,modne wtedy były takie  na stójce zaginane kołnierzyki i taką chyba miał własnie  no  i w muszce :)

Taksówka była specjalna,bowiem J z kolegą mieli takiego  fajnego taksówkarza,byłego marynarza czy cos , ,który ich woził kilka razy w nocy do takiego miasteczka ,po to by oni potem- fascynaci lezli w góry  nocą:)  i lesnymi  drogami wracali juz  pieszo do domu.

No to wiadomo ,ze tylko ten człowiek mógł nas do ślubu wieżć:)

Muzyczną stroną  w kosciele zajął sie  przyjaciel J,któremu  J zaplanował cały repertuar,ave maryja i cos tam jeszcze, w kazdym razie marsza weselnego nie było:) tylko muzyka Heandla,ktora kocha mój J.

Przyjaciel to wspaniały ,madry i zdolny człowiek (niestety  juz nieżyjący)  dla rozrywki czasem grywał w kosciołach do mszy ,on tez pogadał z ksiedzem  ,ze chcemy brać slub poza miejscem zamieszkania.

No, to kazdy pojechal  z kims tam i uzbierała sie grupka znajomych pod kosciólkiem  a my  tą taksówką.Na miejscu okazało sie ,ze kosciól zamknięty na 4 spusty:))))) slub był umówiony na 15-tą,

no to przyjaciel  ,znający ksiedza i wioske nieco polatał ,poszukał i sie ksieżulo  znalazł,ale sporo czekalismy:)))),  pazdziernik i,góry  ,to i troche zimno, teściowa zdenerwowana, my rozbawieni,atmosfera ogólnie wesoła ,bo gdzież ten ksiądz moze być?:) (plotki głoszą ,ze  w innym miasteczku na piwie,ale kto go tam wie)  . Tłumaczył sie nam potem,ze  myslał ,ze slub na 17-tą

w kosciele stawialismy sobie klęcznik,ksiądz ubierał sie w pośpiechu i spod komży wystawały mu dżinsy i welury:),mylił sie podczas  mszy,na kazaniu powiedział ,ze slub to taka uroczystośc ,którą biezremy raz w roku:))))))),no ogólnie było wesoło.

He,ja nie wiem czy ten ślub sie tak naprawde liczy co?:) Ale podobało nam sie  bardzo,ze własnie  było  tak na wesoło.

Potem  do domu ,gdzie znów było przyjęcie  (w pokoju teścia)na ok  20 osób. Po obżarstwie i jakis przyśpiewkach ,które zaserwował nam przyjaciel ze znajomymi,(którzy na niejednym weselu byli),  były tańce w naszym pokoju.

No i hasło dnia , uwaga,uwaga!! rzucone przez teściową  ,ze o 22 -giej to jest cisza nocna (sic!!),wiec ,żebyśmy sie ciszej zachowywali,czym  wystraszyła pare osób i towarzystwo zaczęło sie wykruszać. Sąsiedzi wiedzieli o uroczystosci,wiec nie myslę,ze mieliby za złe to nasze głosniejsze zachowanie,no ale..

I tak to  koło godziny 1 w nocy zostalismy sami :)

Ponoc jaki slub takie zycie..no i kto wie,moze to prawda,jesli idzie o nas.

 

23:55, dorota4311
Link Komentarze (2) »
wtorek, 23 października 2007
xcvzdf

 

Paskunie  za oknem,dżdżyście tak,smętnie i szaro.

Czeka mnie dzis  wypad do  lekarza i szczepienie z młodszą , to przy okazji  zaliczymy  sklepy pod kątem ew. swetrów czy bluzek  (ktoś mi naciąga te  dziewczyny,wszystko nagle robi sie za krótkie ) i  może zerknę raz jeszcze na kozaki.

Wczoraj  dla odmiany młodsza  wywinęła numer, umówila się z jakimś chłopakiem (nie znam go),no i wyszła  z domu  okłamując mnie,ze na chwilke do koleżanki.

Hm, zabrzmiało to podejrzanie,ponieważ niezwykle rzadko  zdarza sie  mlodszej wychodzić z domu  ,a tym bardziej do koleżanki, bo ona taki samotnik raczej i nie lubi sie umawiać. No i proszę. Nie było jej  godzine,  więc wyszłam z domu kierując sie  w strone  domu kolezanki  ( niedaleko)  a młodsza własnie wracała do domu z innej zgoła strony.  HA!   Moje przeczucie mnie  nie myliło,od razu powiedziałam ze własnie  zaniepokojona jej długim pobytem u kolezanki(mialo byc przeciez na chwilkę) szłam po nią ponieważ jest ciemno i martwiłam się. No i niech  nie oklamuje mnie, bo wcale nie była u kolezanki,wiec niech mówi co i jak.    Przyznała ,przeprosiła  i oczywiscie  ,ze po co sie marwilam i w ogóle,ze przesadzam,bo nic sie nie stało.  

 Znów musiałam wyjaśniac zasady  naszych relacji  jak i   przypomnieć o szeregu  niespodzianek  jakie moga  sie przytrafić    kiedy  chodzi sie  o zmroku. No i w ogóle . Tak to, cicha woda brzegi  rwie.

Starsza za to  nagle dostała jakiegos objawienia i  chce juz isc do tego liceum  przed którym sie wzbraniała. O dzięki  Ci dobra kobieto!  Pani od j. polskiego ,bo to ona  jakos   wpłynęla na tę decyzję.  Rozmawiały  o szkole, o przyszlosci, o niezdecydowaniu starszej, jej wahaniach nad wyborem profilu itp. Cieszę,się,  weszcie jakies swiatełko w tunelu,  bo jak ja jej  mówiłam  jak widzę jej dalsze kroki,doradzałam,widząc jej  mozliwości  jak i  duże zdolnosci  ,(tak pięknie pisze  wypracowania,ma pomysły,lekkosc pisania )  to jeszcze nie była przekonana.   To juz 3 kl.  gimnazjum,musi sie zdecydować. Dobrze,ze juz bardziej pozytywnie o tym mysli,z mniejszym lękiem. To najwazniejsze.

o  a oto jak zmienia sie  moja dyńka  nieco juz podsuszona,jedna cos klapciata i chyba nic  z niej nie będzie a ta druga prosze jaka ładna:

no i Coma  zwiedzająca ulubione miejsca

,jej ogonek  nie taki brudny tylko łaciaty :)

 

 

 

 

11:09, dorota4311
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 22 października 2007
nowe nadeszło

 Jestem niedowiarkiem  ,jakos nie wyobrażam sobie ,ze nagle miałoby w  kraju normalnieć ,bo PO doszło  do władzy.  DT wczoraj   troche gładko  mówił , troche  tak nijak, moze i lepiej ,ze zbyt wielu obietnic nie rzucił z  tej radości,ze wygrał..

 Z pewnością będzie  inaczej ale jak?  no tak,to sie zobaczy. Kolejna nadzieja i szansa ? tak, to były wybory   PRZECIW   a nie aż tak  bardzo  ZA    jak napisała Sistermoon.

Boję się,ze i tak ci  ,co dostają po dupie ,to dostawać będą a ci co sie smigają , nadal  z uśmiechnietymi gębami bedą kpić z tych pierwszych,wytykając im nieudolnosc,brak elastycznosci, sprytu lub prostotę i chec zycia normalnie, nie super hiper nowocześnie,nie na styl ,,zachodni" tylko normalnie,zwyczajnie po ludzku.. 

 

 

14:58, dorota4311
Link Dodaj komentarz »