RSS
poniedziałek, 09 lipca 2007
poniedziałeczek

nie powiem troche wypoczełam  przez weekend, połaziłam tu i tam,odsapnęlam psychicznie od chorego domu, żeby dziś z siłami i pozytywnym nastawieniem dac rade temu co mnie czeka.Jakoś to beeeeee:)

aczkolwiek myslami,jestem nad morzem z Owieczką:)  patrzę na bezmiar toni,lazę po piaseczku i wsłuchuję sie w szum fal..hehe

ps,uuuuu troche  hula  nad tym morzem,ale nie ,że zazdrosciłam!

11:50, dorota4311
Link Komentarze (1) »
piątek, 06 lipca 2007
wrrrrrr

jak mnie dzis draziły odgłosy  poranne, nie dośc ze noce zarwane  codziennie ,to jeszcze rano  kiedy jeszcze mozna pospac  , to tez dupa blada. Na podwórku skoro swit smieciara zabiera  wyjezdza robi huk!-za jakis czas  wraca  wjezdza i stawia -łup! no szlag, potem pies wyje ,biedak nie wiem, moze jakis  nowy,zostawiaja w domu  jak ida do pracy czy co..,no i Zoska (ta cała kuzyneczka J co sie tu do pomocy zjawiła)  codziennie rano astmatyczne dzwięki z łazienki(fuj), a pokoj moj przyłazienkowy.slysze doskonale wszystko. Potem idze do kuchni ,hałasuje  kubkami,talezrykami,no cholera nie wiem czym tam jeszcze ale głosno, nie pomysli,zeby drzwi zamnknąc za sobą,bo sa tacy co jeszcze by pospali,skoro mozna,bo i dziadek poleguje jeszcze.Szlag! zaraz lezie do dziadka-wujku,chcesz juz wstać?-trzy razy ,mocnym glosem,bo dziadek niedosłyszy, nietomny bo zaspany,aparatu nie moze nosic bo zepsuje- wujku,chcesz siku? tez trzy razy gromkim krzykiem,nosz w mordę!, potem,ciociuuuuuu-stawiam wode na herbate!--wujku chodz, bedziesz już jadł  ,chodż siku... no i zaczyna sie krzątanina,8 rano,środek dnia..no to wstaję,lece do łazienki,zeby nikt mnie nie ubiegł, olewam dziadka, a co,  obudzila go to niech teraz   sie nim zajmuje.. poki jeszcze mogę sie urwać z domu ,to wychodzę na kawę,zakupy ,no wolnosci  jeszcze chwila, w poniedziałek kierat juz konkretny..

trzeba przyznac ze z tą Zosią to i troche spokojniej, odpoczełysmy z teściowa,bo moze i Zosia  troche nieporadna w działaniu,ma inną koncepcję:) i po swojemu wiele rzeczy robi -inaczej od utartych naszych  przyzwyczajeń,,to  mimo to troche czasu  wolnego miałam, mogłam wyjsc z domu,dobre i to (choc i tak z poczuciem ,ze to głupio tak wychodzic ,uciekac jakby)

 

 

12:55, dorota4311
Link Komentarze (2) »
środa, 04 lipca 2007
ni ma co pisać

a jakoś tak,dzień za dniem,  byle jaki mam humor ,to i nie piszę,dopadła mnie niemoc myślowa,czuję napiecie  przed wyjazdem tesciowej,troche sie boję jak sobie poradzimy bez niej. Dziadek wczoraj poczestował mnie palnieciem w łepetynę,dostał znow manii ,ze chce do domu, i ze musi wyjsc,walił w drzwi parasolem,jak mu go odebrałam to oberwałam..no i tak to,ogólnie to czekam juz na 15-tego,na przyjazd J, rwie mnie z domu, musze chyba na cmentarz..sie wyciszyć

ps.koleżanka G jedzie na miesiąc w sina dal  ,no i dobrze,odpoczne od jej jedynie słusznych rad i pouczeń i morałów

13:51, dorota4311
Link Komentarze (1) »
piątek, 29 czerwca 2007
dzień dobry jestem z kobry:)

ja dobrze wstać skoro świt,tym hasłem zaczynam piąteczek  nie ma to jak zaczęć dzien od kapieli dziadka, wietrzeniu i szorowaniu chałupy,i  na koniec  wykapaniu siebie,z chiny ludowe juz bym nie zasnęła.No to papierosek(tak,tak,niekiedy popalam),kawka, kroma chleba z serem i powidłami sliwkowymi  no  komputer.Kota pzrytargała mysze do  łozka myslac ,ze sie pobawimy ,ale  najczesciej to skubana  patrzy jak ja  jej rzucam,  ten biały  wyciumkany zezwłok  i czeka na atrakcyjniejsze zagrywki..to po paru  podrzytać z okrzykiem szukaj myszki ..,ach ,zobacz  gdzie ta myszka jest,ojej,gdzie ona moze byc..,zrezygnowałam:)Kota  równiez i poszla spać do dziewczyn.:) no nie kawał sera wpadło mi do kawy! jak tu jest   i pisać, to se ne da.. no dobra,  niby ,ze ja mam jakies nałogi  wypisać,tak? hmmmmmmmmmmmm ,wczoraj zasnełam właśnie mysac o tym:)

to jedziemy:

1.no rzecz jasna blogi, w ogóle internet, wyszukiwanie ,czytanie, kiedys  jeszcze  czatowanie,no i tv, wstaje i wlaczam tv, zeby wiedizec co slychac na swiecie i dla rozrywki też ,filmy,muzyka..

2.słonecznik,dzien bez słonecznika dniem straconym,lubie skubać i już,najlepszy taki podpieczony na patelni,no ale ze sklepu tez moze byc

3.popalanie papierochów,no wstyd ,wiem,ale  mam czasem  chętkę,mąż w nałogu  stałym ja dorywczo i z zasady towarzysko jak tez i picie kawy czy alkoholu,sama nie  lubie:)

3.wymyslanie sobie  i układanie w głowie  róznych  odpowiedzi, róznym wersji wydarzen,jak sie mogłam zachować tu czy tu,(jak sie np zachowam inaczej niz powinnam), co by było gdyby...tudzież wymyślanie złosliwosci wszelakich, których i tak  potem nie wykorzystuję ,w stosunku do osób ,które mi podpadły:) takie :nu zajc  ,pagadi

4.kontrolowanie, lubie mieć  na oku to co sie dzieje,czy to  u córek,czy  meza,czy w domu, lubie wiedziec, nie lubie niespodzianek i trudno mnie zaskoczyć,bo zdolna jestem przewidziec  co sie moze wydarzyć ,co w przypadku spraw miłych niekoniecznie jest  własciwe

5.Kwiaty- mieć, kupować, ogladać,włazic do kwiaciarni i  napawać sie ich pięknem, na wiosne czekam z utesknieniem,bo juz planuje co tez  kupie na balkon,wymyslam koloryt  a potem i tak wariuje, i kupuje co mi sie podoba nie patrząc na wczesniejsze zalozenia kolorystyczne;)

6.las-wycieczki- no nie ma siły ,zebym gdzies nie poszla,czy pojechala,szczególnie kiedy  J w domu i auto na podwórku:) ,chora jestem jak nie moge  chociazby  niedaleko, pare km  ale w zielone,

7.spieranie sie dla zasady z moją koleżanka G,która ma  jednostronny punkt widzenia,co mnie wkurza,wiec  czasem drażnie sie z nia, dowodząc ze  na sprawy mozna spojrzec z wielu płaszczyzn i nie mozna krytykować czy oceniać  kogos  za to ,ze nie mysli tak jak ona,

8. wygodnictwo 

9.kontakty z ludzmi, nie jestem typem samotnika, lubie   pogadac przy kawie z kolezanka jedną czy drugą,  lubie  zagladac na blogi i podczytywać by zobaczyc jak tez zyją inni ludzie, jak  rozwiazuja problemy,jak  sobie radzą

10.posiadanie własnego porzadku- ( nie mylic z ogólnie pojetym  idealnym ładem  czy porzadkiem w ogóle,,bo balaganiara jestem)  czyli,moje rzeczy musza miec swoje miejsce, przyzwyczajam sie i lubie miec tam gdzie odłozyłam,nie lubie jak ktos mi przeklada ,szczególnie kiedy mysli ,ze  tak bedzie lepiej,moge wtedy nawrzeszczec  lub   zlosliwie przelozyc jego rzeczy:)

no,chyba to wszystko)

mam  piłeczke odbic dalej?

Pigmejko,jesli tu zaglądasz, Aniu, jesli chcesz, to prosze o nałogi:)

 niewiele osób tu zaglada ,wiec nie mam zbytnio  wyboru, a Owieczka i Małgos juz napisały  u siebie

 

07:35, dorota4311
Link Komentarze (5) »
czwartek, 28 czerwca 2007
cd opowiesci dziwnych treści -wspomnień czar

Mama

na to słowo niekiedy zdarza sie mi reagowac dziwnie,z czułością,kiedy myslę o  moich córkach ,kiedy je wypowiadają,  z łzami,kiedy ogladam film i  corka z mtką kochają sie i sa  w pełnej symbiozie,lub zaraz po wielkim nieporozumieniu dochodzą doń i juz sie  dogaduja bez słow..

moja mama..tęsknota mojego dzieciństwa,żałośc i niezrozumienie sytuacji.. w jednym miescie, nie tak daleko zyłam sobie ja u dziadków mojego ojca i ona.. wpierw u swoich rodziców,potem z nowym męzem.potem z synem i córką..  bez miejsca dla mnie.

to było tak (z opowiesci pozbieranych )

mama z tatą pobrali sie z wielkiej miłości,wbrew jej rodzicom,poczęli nie za długo mnie..wprowadzili sie do moich dziadków  od strony ojca,bo bylo miejsce..poczym  mama zagubiona,nie doswadczona, z tesciami pod bokiem zyla a moj ojciec pracowal i pił, koledzy, kolezanki,przylapała go na zdradzie.. odeszla od niego do swoich rodziców,ze mną..nieb ylo miejsca, wynajela mieszkanie..praca,ja malutka,cięzko bylo..rodzice nie pomogli, tesciowa tak, zaopiekowala sie dzieckeim,czyli mna..i tak tam zostłam..powoli moja mama odsuwałą sie ode mnie,a oni wszyscy od niej..była słaba, odwiedzała,ale okazywało sie ze to coraz bardziej inny świat, ze jest niepotrzebna,ze ja przekabacona na ich strone..byłam malutka.. odsuwana od niej, kiedy przyszla na 1 komunie dala zloty pierscionek,(zgubilam  ,bo zanioslam do szkoły zeby sie pochwalic),przyszła z bratem w brzuchu i męzem nowym ,spytali,czy chce mieszkac z nimi..odpowiedziałam ze nie..pamiętając nauki w domu dizdków,ze zle mi bedzie z mamą,ze ona ma nową rodzinea ja bede jak popychadło i do pilnowania dziecka..

bylo mi strasznie smutno, jej moze tez..na swoj sposób próbowała byc ze mną, ale sie nie udało..potem na ulicy  mijałysmy sie,ja harda(nie znam pani) ona mowiaca do mnie dzien dobry dorotko..

kupe lat tak..ale dzadkow od strony mamy czasem odwiedzałam,i jej siostere najmlodsza,która byla za naszym  poznaniem sie,powrotem,czy jak to nazwać. Moje rodzenstwo tez u dziadków widziałam pare razy,takie maluchy, które wiedziły ze jestem ich siostrą.

no i stało sie,siostra mamy  zaprosila mnie  do siebie, i zorganizowała nasze spotkanie,bylam tuz pzred zamązpójsciem..od tej chwili, sytuacja zmienila sie. moje pierwsze spotkanie z siostrą i bratem ich radosc,ze jestem,ze wreszcie mniem oga poznać.moje zmieszanie i wstyd. Potem juz częsdtsze wizyty i przyjażń,nooo,troche takie jak kolezanki z koleżanką. Tak jest do tej pory,moja mama,nie jest dla mnie oparciem, pomoca, radą,mama, jest moją dobra znajomą,dobre i to.. nie kocham jej chyba, nie martwie sie o nią, jest bo jest,a ja mam  swoje zycie a ona swoje, nie zrobila nic,zeby nasza wiez byla mocna..nie umiała .. szkoda, ja juz nie chcę..mam żal, choc staram sie rozumieć .

najlepszy  kontakt mam z siostrą,13 lat młodszą, spotykamy sie,pomagamy sobie,jestesmy siostrami,to ,za czym teskniłam cale zycie, kocham ją i jej synka.przyjaznie sie z nia i   tesknie jak nie widzimy sie pare dni.. a mama..jest z boku,jest,bo jest.. bardzo bym chciala czuc ze jestesmy  dla siebie wazne, starałam sie, ale ona nie umie sprostac temu.. trudno..niech zatem bedzie  moją koleżanką.. no i to tak..całe zyie chiałam miec mamę,miec oparcie,czuc ze mnie ktos kocha ,bo jestem,a nie za to jaka jestem.. czy mi sie to udało?

czy moja rodzina,maz ,córki, co oni myślą? jak czują? juz sama nie wiem.. nie pytam,daję siebie..  tylko tyle,to co umiem i jak umiem...

 

00:28, dorota4311
Link Komentarze (5) »
wtorek, 26 czerwca 2007
koleżanka G córka A i laaaaaaaas

ależ było fajnie! dzięki nowo nabytej umiejętnosci mojej   kol.G, udałyśmy sie na kolejna wycieczkę w poszukiwaniu jagód (plany pierogowe) i ogólnego  relaksowania.Było pieknie, przelazłysmy kawał lasu, córka zadowolona, wszyscy łącznie z psem G  zrelaksowani, usmarowani jagodami, troszke nawet uzbierałysmy do pojemnika i dzis powinnam lepic pierozki.

 Potem  jeszcze spacer po Polanicy,  dziewczyny zjadły pizze,(ja nie lubię) frutti  do mare, Ania zabrała nózke  osmiorniczki dla  koty:), no i póznym wieczorem byłysmy z powrotem w domu. Dotlenienie podziałało na mnie  tak nasennie,ze padłam niemal od razu  do łozka,nawet burza w nocy mnie nie obchodziła,dziadek spał   dobrze,bez wstawania,wyspałam sie za wszystkie czasy:)

No nie wiem,mało tych jagód,musze chyba ciut dokupic na tyle  łakomych brzuchów,zaraz musze więc na zakupy.

No i wielkimi krokami zbliża sie czas,kiedy to zostane z kuzynką Zosią  i dziedkiem, a tesciowa wybędzie  do Katowic  do lekazra ze szfagrem, już sie boje, jak to będzie ..Zosia troche spolegliwa,  umęczymy sie nieżle z pewnościa, bo dawno nie było takiej sytuacji,zeby  tesc zostal bez tesciowej i juz czuje jaki bedzie niespokojny a przy jego ostatnio coraz mniejszym kontaktowaniu ,to moze byc wesoło..pewne informacje poplatane i nispójne docierja do jego głowy  i reakcje bywają  rózne.No ale co poradzić,musimy dac sobie radę. Pare dni,czy tydzien,nie wiadomo ile to potrwa konkretnie.Pociesza mnie fakt,ze  za jakis czas,moze za miesiac, kiedy tesciowa wyjedzie na operacje   tesc  na chwile  bedzie   w tym szpitalu,,czy to domu opieki,nie wiem konkretnie jaka to nazwa,ale grunt,ze  na jakis czas wszyscy odpoczniemy . 

 

11:11, dorota4311
Link Komentarze (2) »