RSS
wtorek, 31 lipca 2018
Ku pamieci,

czyli jak to było z załatwianiem spraw pogrzebowych. Otóż okazuje się, że to nie takie wszystko proste. Człowiek, który pierwszy raz  bezpośrednio uczestniczy we wszystkim nie zna się na procedurach,zatem zdaje się na wydawałoby się fachowców.

Kiedy zadzwoniłam na 112 (wyleciał mi z głowy nr.na pogotowie) i powiedziałam co i jak przekierowano mnie do lokalnej placówki, czyli do szpitala, tam z kolei podano mi dwa numery, gdzie udzielą mi pomocy. Szczęściem już pod pierwszym zgłosiła się osoba, która powiedziała,ze mamy czekać na lekarza,który do 4 godzin przyjedzie by stwierdzić zgon.

No to czekamy. W tym czasie, a było po  4 rano, zadzwoniliśmy do całodobowego zakładu pogrzebowego, żeby już ktoś tam zdążył się ogarnąć i pojawić się po lekarzu. Bo wiadomo, jeszcze noc, niedziela, nie wiadomo czy też nie trzeba czekać długo.

W międzyczasie,   szwagier wpadł w histerię,że może źle zadzwoniłam,że trzeba na pogotowie może, no wiec zadzwoniłam na pogotowie  i oddałam mu słuchawkę. Pan z pogotowia po wysłuchaniu o co chodzi,  opierniczył go,że z takimi sprawami to nie na pogotowie, bo oni nie przyjeżdżają do zgonów,na dywagacje szwagra, powiedział, że nawet 4 latek jest w stanie stwierdzić,ze ktoś już nie żyje,  skoro nie oddycha,nie wyczuwa się plusu, to cudów nie ma, wiec trzeba spokojnie czekać na przyjazd lekarza.

Ok, po ok 2 godzinach przyjechała lekarka z pomocnikiem,nie wiem kto to był. Popatrzyła szybko wypisała papierek o nazwie stwierdzenie zgonu, w drzwiach rzuciła, że z tym trzeba rano udać się do lekarza rodzinnego po akt zgonu. No a teraz powiadomić zakład pogrzebowy ,żeby przyjechali zabrać  zmarłą osobę. Zadzwoniliśmy,  za jakieś pól godziny przyjechali.

Było już rano,więc ok. 8 pojechałam z J. do przychodni. Tam się okazało, że rejestratorka nic nie wie ale poszukała kogoś kto wie.OMG.  Byłam tez umówiona na badania,wiec J. został w jednym budynku ja poszłam do innego. 

Wracam, a tu J. wkurzony, bo okazuje się, że lekarz rodzinny nie może wydać aktu zgonu, bo po 1. najważniejsze, jeśli pacjent nie korzystał w ciągu 30 dni z placówki i pomocy lekarskiej , nie ważne, że był pacjentem, z chorobą przewlekłą,  w tym przypadku akt zgonu może wypisać tylko lekarz , który stwierdził zgon.

Po 2. też lekarz rodzinny nie bardzo mógłby  wypisać, bo to nie on stwierdził zgon. Mógłby to zrobić, tylko wtedy gdyby pacjent się leczył w ostatnim miesiącu , wtedy rodzinny jedzie do prosektorium , żeby zobaczyć zmarłego i wypisuje akt zgonu.

OMG.

No to teraz trzeba szukać lekarki. Jedziemy do szpitala , żeby dowiedzieć się kiedy ma dyżur i jak się z nią skontaktować.

W tym czasie zakład pogrzebowy czeka na dokumenty, żeby można było inne sprawy  załatwiać z pogrzebem, wstępnie szwagier ustalił termin, ale tez trzeba z księdzem, tam też problem, bo tylko proboszcz ustala termin  mszy i pogrzebu,  wiec trzeba czekać, bo wyjechał i wraca wieczorem.

W szpitalu ,po odczekaniu na izbie przyjęć,wreszcie jakiś człowiek z nami rozmawia, i radzi by skontaktować się z lekarką w jej drugim miejscu pracy, w wiezieniu:)

Jak nas tam wpuszczą:)

No dobra, to jedziemy do więzienia. zaznaczam,że szpital  jest za miastem, wiezienie ,przychodnia ,na drugim końcu miasta a USC i zakład pogrzebowy w rynku. 

Do USC trzeba stać w kolejce, żeby tam już z wypisanym cholernym aktem od lekarza, dostać od nich świstek dla zakładu pogrzebowego , żeby mogli pobrać zasiłek pogrzebowy, który w zasadzie w pełni pokrywa koszty pogrzebu, no chyba,że coś drożej się chce, to trzeba dopłacić z własnej kieszeni.

Czekanie w kolejce podejmuje szwagier,my go tylko informujemy o postępie spraw.

W wiezieniu zawołano lekarkę, przyszła do nas, zaskoczona i oburzona,ze to rodziny powinien ,no ale nie będzie robić kłopotu i wypisze, tylko  potrzebne są formularze, czyli trzeba znów do szpitala. Zadzwoniła do s.oddziałowej, żeby przygotowała  formularze. Pojechaliśmy, nikt tam na nas nie czekał,  ale okazało się, że akurat ma dyżur na izbie przyjęć moja koleżanka, no i dała nam formularze. Nie patrzę jakie, wsiadam w auto, jedziemy, patrze,a tam brakuje właściwego,za to jest inny o zgodzie lub niezgodzie na sekcje, nie jest nam to potrzebne, bo juz wcześniej  nie zgodziliśmy się na.  OMG. Wracamy.

Trwa remont drogi dojazdowej do szpitala, tłoczno, nie ma gdzie zaparkować, wkurw sięga zenitu. No nic, lecę, koleżanka przynosi odpowiedni papier. Jedziemy!

 Lekarka wypełniła,  wiec podrzucamy papiery szwagrowi,  czeka już 3 godziny w kolejce, bo system się wiesza czy coś i każdy  petent  załatwia swoje sprawy bardzo długo. No nic wracamy do domu,on zostaje. Jest już po 14.  Za jakiś czas telefon od szwagra... złe formularze, bo przestarzałe!  Ja pierdolę!  USC zamykają o 15,30, nie wiadomo czy lekarka jeszcze w pracy, J. podjeżdża po szwagra, jadą już razem,do szpitala po nowe formularze,  bo ja wymiękam , jakiś obiad trzeba zjeść, wiec coś pichcę.  Dzwonią do mnie, ze szukają jakiś kadr czy coś, gdzie mają dostać te formularze,  w końcu znaleźli , w innym zupełnie budynku,niż izba przyjęć, dostali, jadą do lekarki ,szczęściem jeszcze jest w pracy. Wypełnia, jadą do USC, no i UF, na ostatnią chwilę,ale załatwione.

Wrócili do domu o 16. Odpoczynek, szwagier jeszcze idzie do proboszcza,  no i w końcu już konkrety, pogrzeb w środę, o 9 msza, a pogrzeb o 13.

Na stypę zaklepana knajpka Nota Bene, rodzina obdzwoniona,  jeszcze tylko wyszukać stosowne ubrania dla siebie, bo trochę brakuje nam czarnej garderoby. Pojechaliśmy kupiliśmy, zaklepałam też ciasto w cukierni, zrobiliśmy zakupy, bo jak rodzina przyjedzie, to trzeba czym poczęstować, między mszą a pogrzebem przychodzą do nas , no a spać będzie u nas tylko Zosia, dwie osoby wyjeżdżają tego samego dnia, a dwie następnego, załatwili sobie hotel,wiec my sie tym nie interesujemy.  Adam przyjechał rano po 7, sam  pociągiem ,  Zosia z Marysią i Heniem  autem po 8, i jeden sam autem  ze strony rodziny teścia też po 8.  Część osób nie przyjechała, chociaż się zapowiadali.   Na stypie jest nas 13 osób, prócz rodziny, kolega teściów i  teściowej ta zaprzyjaźniona znajoma z mężem.

Ogólnie na pogrzebie było dodatkowo jeszcze kilkoro znajomych naszych i teściowej. tak więc skromnie , szczęściem udało nam się wybić z głowy jakieś śpiewy czy tez grania na skrzypkach czy trąbce,bo szwagier się zastanawiał. W ogóle spodziewał się zjazdu rodzinnego i większej celebry,ale było jak było. Msze odprawiał proboszcz, i w cmentarnej kaplicy też, Sztampowo i i bez personalnie o ile jest takie słowo. Z byłej pracy teściowej nie było złamanego kwiatka, chociaż wiedzieli i byliśmy rano w przychodni przecież załatwiać ten akt zgonu. Po tylu latach pracy w służbie zdrowia, gdy praca była jej treścią życia, trochę tak głupio. 

A na stypie..owszem teściowa była obecna na zdjęciu, które postawiliśmy na stole,  ale rodzina wspominała  teścia i jego poczucie humoru. 

No i tak to. 1 sierpnia minie  miesiąc.

 

 

 

17:33, dorota4311
Link Komentarze (29) »
poniedziałek, 30 lipca 2018
Pierwszy

wpis ze smarkfonka!

W piątek załatwiłam sobie przedramiona, szlag, szlag, szlag. O ja głupia, jestem wściekła na siebie. Nic nie zapowiadało poparzenia slonecznego, pracowałam głównie w zacienionych miejscach, no ale nie pokremowałam się, zapomniałam.

W domu tylko lekko mnie podpiekało, wiec tylko posmarowałam olejem kokosowym i już. W sobotę wylazło mocne zaczerwiewnienie, jak zaczęłam schładzać to i bąbelki, dlonie podpuchnięte, OMG. No i tak siedzę w domu jak ta pipa, schładzam, smaruję jakimiś kremami niby  na takie przypadłości, i czekam aż wreszcie nastąpi poprawa.

No a po za tym co, zaćmienie widzieliśmy, upał nadal zamęcza, w czwartek przeszła mała burza i chwilę popadało . Kropla w morzu potrzeb.

A wczoraj Robinek skończył rok.

Kochane kocisko, trochę popierdułka, troszkę pieścioch, nieco  płochliwy,  oczywiście zaczepia Rysia do harców, a Rysiu oczywiście nie ma  zbytniej ochoty,  no i tak się bujają.

 

 

 

 

 

12:43, dorota4311
Link Komentarze (12) »
czwartek, 26 lipca 2018
Dostalam

fotki z balkonu:)

Deszcze podlewały, szwagier też a teraz Starsza przejęła zadanie. Całkiem ładnie kwiatuszki rosną.

.....

Starsza teraz korzysta z mieszkania, wiec zadba o roślinki.

Młodsza była na rozmowie o pracę,  dziś na ,,szkoleniu" no , ale nie przeszła dalej.  Ogłoszenie było do pracy w księgarni,a okazało się, że to chyba byłyby  stoiska ze skupem używanych podręczników, bo zadanie polegało na markowanej rozmowie z klientką, która chce sprzedać używane podręczniki . Miała je wycenione, a one miały sprawdzić  i oszacować, czy mogą tyle klientce zapłacić.  Popatrzyły więc i powiedziały, że mogą tylko tyle, ale więcej nie zapłacą,bo książki  są podniszczone.  

No i baba ich oblała, powiedziała:,,  no to u nas panie pracy nie znajdą".   To jak się miały zachować, w takim razie ?Ale to szybko, szybko, następni proszę, więc się nie dowiedziały.

No to trudno,pierwsze koty za płoty,  będzie szukać dalej .

........

Wczoraj przez chwilkę padał deszcz, leciutko się ochłodziło, ale już pod wieczór znów parówa i 31 st. Noc zbytnio chłodna nie była, i od rana już słonko smaży.  Aż mam wyrzuty, że J.pracuje a ja mam ten luksus  częstszego siedzenia w domu .

No ale tak akurat wyszło, że nie muszę nic, to korzystam.

 

12:39, dorota4311
Link Komentarze (14) »
poniedziałek, 23 lipca 2018
To

 z zeszłej niedzieli

A te piękne kwiaty rosną przy stawie u szefów. Nie znam nazwy, może ktoś z was wie?

Już znalazłam,to smotrawa okazała,mrozoodporna,male wymagania glebowe, odporna na szkodniki i choroby, doskonała jako roślina przy zbiornikach wodnych.  No same superlatywy! Do tego zauważyłam,że motyle ją uwielbiają.

  Tę niedzielę spędziliśmy w domu. J. próbował podkurować nadwątlone siły, bo ostatnio fizycznie nadwyrężony mocno , a upał nie zachęcał  do chodzenia. Zatem domowo, trochę serialowo  i a jakże , nadrabianie tego na  co w tygodniu nie było czasu.

Nie, tu się nie da spokojnie funkcjonować. Wszystko na wariackich papierach, nerwówka, dostosowywanie się do wymagań i pomysłów, często takich, że ani to ładu ani składu, wiec trzeba ogarniać,żeby to te ręce i nogi miało , nigdy do końca nie wiadomo co się będzie robić, bo jedzie się z planem, że ma się wykonać, to to i to, a okazuje się, że trzeba nagle coś innego, wiec odstawiasz to co robisz, bierzesz się za to nowe, a tamto czeka, zaległości przybywa.  

Jeszcze miesiąc? Wzdech. No ale jak przyjedziemy do domu, to nie wypuszczę J. tak prędko, o nie, z miesiąc urlopu i koniec, musi odpocząć, koniecznie.

Tu też go namawiam, żeby trochę luzował majty, a przede wszystkim żeby poszedł do rodzinnego i wziął skierowania do specjalistów. Przebadał kręgosłup, zrobił przepływy, wiec i do neurologa, zapytał o sanatorium.  Ma zwyrodnienia , wiec niech mu dadzą skierowanie na masaże,czy inne zabiegi, kurde, mieszkać  przy gabinecie  rehabilitacyjnym i nie skorzystać? Chociaż oni ponoć bardziej od złamań są. No ale dowiedzieć się można i skorzystać, nawet jak w innym miejscu by było.

Może wymuszę i pójdzie w końcu!

Po za tym co, susza, susza,susza. Już po żniwach. Gdzie nie podlewane  wszystko umiera. 

Maliny i krzaki z borówką u szefów dogorywają, wiec kupili kolejny waż i zaczęli podlewać chociaż te borówki. No ale owoców w tym roku nie pojedzą. Czarne i czerwone porzeczki dały radę.

Co mogę i jak często jestem, to podlewam. No ale nie bywam codziennie.

Dzisiaj pojawiły się chmury i wiaterek powiewa, jak dobrze! O 13 tej wybieram się wreszcie skosić chabazie, co to w suchej trawie powyrastały, osty i takie cusie, co nie wiadomo skąd nagle się wzięły, ale widać brak wody im nie przeszkadza.

Lipa sypie się okrutnie, zamiatanie to robota głupiego, no ale co parę dni zamiatam, klony podsuszone, bambus  dogorywa, niechby wreszcie popadało!

......

A miśki śpią, tylko się przewracają z boku na bok:)

11:46, dorota4311
Link Komentarze (7) »
czwartek, 19 lipca 2018
Doczekałam się,

 moje gnatki mogą się zregenerować, żeby tak jeszcze J.mógł trochę poleniuchować, byłoby extra. Szczególnie kiedy znów zrobi się gorąco. Kto wie, może ukradniemy parę dni  i poleżymy na plaży? W niedzielę byliśmy, i na małym, bo małym skrawku piasku , ale leżało się bardzo przyjemnie. Jak to niewiele człowiekowi potrzeba, kocyk,  trochę cienia, brak tłumów i wrzeszczących dzieciorów, w sam raz na odpoczynek, nawet zaczęłam czytać książkę w srajfonku, którą mi wczytał  niezięć!

Starsza z niezięciem właśnie wrócili z greckiego wywczasu, jak dobrze, że im się udało zrobić odskocznię od codzienności, było im to bardzo potrzebne,bo już tylko praca i praca,a niezięć pracuje na zmiany, więc ciągle nie mieli czasu dla siebie.

Młodsza ze swoim chłopakiem nic nie zaplanowała konkretnie, chociaż wszyscy namawiamy by wyrwali się  chociaż na kilka dni, bo jak się trafi konkretna praca to pozamiatane.  On chwilowo pracuje pomagając ojcu, nie ma go całymi dniami, więc ona się kisi w chałupie sama. No chyba, że leje, to ma przerwy w pracy. Ale to ani gdzieś się ruszyć ani nic. No ale może jeszcze coś się wyklaruje? Nie wiem jak to się wszystko im poukłada, gdzie w końcu wylądują, tzn. gdzie znajdą pracę. Ech.

Po za tym co,  jesteśmy tu dopiero 10 dni a mnie się wydaje, że już tak długo.

Susza tutaj jak nie wiem co, raz jak przyjechaliśmy była burza i może z raz popadało i koniec, niemal codziennie żarówa z nieba i trzeba sporo podlewać, żeby cokolwiek rosło i kwitło. Zaraz właśnie idę podlewać tutaj, bo robię to po 20, jak już słonce mniej świeci.

No to do jutra.

 

 

20:02, dorota4311
Link Komentarze (12) »
poniedziałek, 16 lipca 2018
Miałam

mieć wolne, dla siebie! Poczytać, popisać, odpocząć psychicznie, ale niestety, pora się zbierać,bo J. już nadjeżdża.

10:16, dorota4311
Link Komentarze (6) »
 
1 , 2