RSS
środa, 29 listopada 2017
Pierwsza

niedziela Adwentu  przed nami. Ponoć jest tu zwyczaj,że palą wielkie ognisko, piją grzańca i nie wiem co tam jeszcze. Przed chwilą pod restaurację facet przywiózł wielgachną choinę - sobie pomyślałam przez moment, a co to papież tu zawita.. (no weźcie, bo z tą choinką dla papieża to  witki opadają, żeby co rok taki cyrk robić,  najpiękniejsze drzewa wyrżnąć i do Watykanu zawozić ).  Zatem, choina stanie przed restauracją pewnie, bo już słyszę odgłosy przycinania . 

Sporo domów już ma lampki i gwiazdy powieszone, w niedzielę może pojedziemy na ten jarmark , chociaż j.  ma ambiwalentny stosunek, a bo po co, przecież nic kupować nie będziemy, bo drogo i co tam robić. Przy takim podejściu to się wszystkiego odechciewa.

Zresztą tu w mieszkanku to samo, proszę wydrukuj zdjęcia, coś pozmieniajmy, powiesimy, gdzie tam,  dużo gadania w Polsce,a jak tu jest, to najlepiej nic nie ruszać, nie zmieniać, nie robić. No jak nie to nie,  z koniem się kopac nie będę skoro tak. 

Pani Babcia sąsiadka wystawiła ozdóbkę w swojej części ogródka, przed apteką też  coś tam jest, przy tutejszym wejściu nic nie ma, może coś wymyślę,  nie wiem. W każdym razie juz mi ten grudzien wisi na plecach i zaczyna ciązyć,bo tu przyjemnosci niewiele, pogoda i ta ciemnosc dowala,  a tam  to nie bedzie wiadomo w co rece włozyć, bo przecież świeta .

Ale oczywiście  wyluzuję, spokojnie,  moze jak słonce jakies zaświeci ,alboco ,to spojrze optymistyczniej.

 

14:27, dorota4311
Link Komentarze (8) »
wtorek, 28 listopada 2017
Pora

deszczowa trwa, mży, pada, leje i tak w kółko. Ciemno cały dzień.Fuj.                                                                                

20:44, dorota4311
Link Komentarze (9) »
niedziela, 26 listopada 2017
Skoro dzisiaj niedzielka to

Codziennie pada,wiec i dzisiaj też,ale co tam, ubraliśmy się ciepło i pojechalismy.

Jarmark  bożonarodzeniowy w Kiel niestety dopiero od jutra, zatem pojechaliśmy  nie do miasta i portu, ale na plażę:)  Byłoby super, zamiast chwilkę  podreptać, to skusiło nas na długi  spacer, do latarni morskiej . J. pod koniec dostał niedocukrzenia i już w  stresie, bo oczywiście nie miał przy sobie glukozy, tylko w aucie, ( no , bo nie myslałem,ze pojdziemy  tak daleko) a jakieś drobne podjadanie też zostało w aucie, bo z kolei ja nie wziełam, skoro niedawno jedlismy w domu,  wracaliśmy zahaczając o knajpkę, która na szczęście jest właśnie przy latarni.  Tam od razu zjadł cukier z saszetki ,bo leżały  na stoliku, zamówiliśmy kakao, ciacho, zjedliśmy, posiedzieliśmy chwilę i już na spokojnie wróciliśmy do samochodu  i do domu.

 No a jutro do pracy, razem. W sobote też bylam. Oczywiscie też zabrałam się za uprzatanie lisci, przycinanie i porządkowanie  ogródka.Jeszcze jest sporo do zrobienia,ale  pogoda nie sprzyja. Wiec nie wiem co bede jutro robić. Niestety zapowiadają brzydki,zimny,a nawet mroźny przyszły weekend, minusy w nocy. Co nie wróży  wiele pracy na zewnątrz. No zobaczymy jak to będzie. Chciałabym wszystko porobić,bo nie lubię zaczynać i nie kończyć.

Tutaj  całą posesję ogarnęłam, codziennie po trochę, wykorzystując te wolne 2-3 godziny chwile bez większego deszczu.

Taka pora roku i trzeba sobie radzić, a co jest do zrobienia musi być zrobione i wolałam już mieć  to z głowy.

No i tak to,  pierwszy tydzień pobytu na niemieckiej ziemi za nami.

Koty sie bawią, Rysiulek zaakceptowal malucha chyba juz na dobre, a ten łobuziak wepchał mu się dzisiaj niepostrzezenie  do legowiska  i spal przytulony,chwilę ale jednak!

 

 

20:39, dorota4311
Link Komentarze (13) »
wtorek, 21 listopada 2017
Rety!

Nie wiem o co chodzi,ale pisanie   doprowadza mnie do szału! Literki pojawiają się później ,i nie widze,co i czy dobrze napisałam. a poprawiać literówki w tym tempie,to już wkurw mega.

Póki co ogarniam tutaj,lisi sporo do uprzątnięcia,wczoraj zrobiłam tylko część,a  juz gnatów nie czułam.Zaraz idę znów, pogoda srednia, 7 st. mokro.Część lisci porozjeżdżana i wbita w kostkę przez auta, a ja głupia zaczęłam to zamiatać. Ogólnie to chyba  moja praca bedzie w większości polegac na uprzątaniu lisci.  U szefów na razie J. musi dokonczyc brudna robote,wtedy ja wkroczę  do sprzątania.

Chciałam dziś zakropic małego (nadal bez imienia),i okazalo sie to niewykonalne samodzielnie. Musze poczekac na J. ,bo niby to małe ,śpiące,lezało,a jak tylko sie zblizyłam i dotknełam,to juz gotowe do zabawy, ruszac sie zaczeło i tyle  z kropienia wyszło,co sie nawsciekałam.

Dodatkowo jakis diabeł mi we łbie zamieszał i nie kupiłam kropli dla Rysia, i teraz kombinacje alpejskie,czyli Mlodsza kupi i mi wysle. Co mi sie pochrzanilo z datami to nie wiem. Ze niby Rysia dopiero w grudniu,to zdązymy wrocic, akurat,a przeciez teraz po 21 tez powinnam !

Rachunkow tez nie poplacilam w terminie, wczoraj dopiero uregulowalam, no cos okropnego.

Za to zaliczka dopłat wpłyneła, co cieszy.

Ok. idę  do tych lisci, nie ma co zwlekać.

 

12:31, dorota4311
Link Komentarze (11) »
poniedziałek, 20 listopada 2017
Wieści

z przedpołudnia. Rysiu przemierza swoje szlaki, mały  natomiast korzysta z budki na drapaku, ale ogólnie każde miejsce jest ok. Jest dzieciakiem, to i wszystko go ciekawi i bawi, ogólnie  pozytywnie nastawiony  do życia:)

Rysiu  kombinował jakby się zaszyć w łóżku, ale mu nie wyszło, bo łóżko naprawione i nie da się wejść do skrzyni, więc poszedł spać w legowisku. Super!

J. pojechał  od pracy, ja na razie czekam na wieści co do moich zajęć. Kto wie, może już jutro pojadę z nim, bo pewnie trzeba będzie sprzątać u szefów.  Tu oczywiście na zewnątrz też jest trochę do zrobienia,chociażby  zamiatanie liści, pójdę potem popatrzeć jak się sprawy mają.

Mokro, ale nie wieje i nie pada.7 st.

12:54, dorota4311
Link Komentarze (6) »
niedziela, 19 listopada 2017
No i już,

dojechaliśmy . Niestety Rysiu się zestresował, ale miał też problem o którym nie wiedziałam, czyli nie załatwił się konkretnie w domu i zrobił to w aucie. No trudno, ale żal mi go bardzo,bo kuweta owszem była, ale w bagażniku.Nigdy koty się nie załatwiały w drodze,wiec tym razem wyjątkowo ( i pechowo) J . ją tam zostawił. Później jak juz wyjechalismy na autostradę jednostajny rytm uśpił kotki i było ok. Rysiu głównie przespał podróż na moich kolanach, maluch wcześniej się pokręcil się,popiskał, chwilę spał wtulony obok mnie, w końcu  zasnał porządnie w transporterze.  Przysypiałam i ja,też czułam sie nieszczególnie po tych parunastu km, kiedy musialam sie zbyt intensywnie ruszać podczas jazdy, i zwyczajnie ciągnęło mnie na wymioty. No i że, bo nie lubię gadać w podróży, drzemałam.

Koło Berlina lało,ogólnie całą drogę wiało ,wiec droga taka sobie,ale bez korków i na szczescie kolizji,wiec jechalo sie znosnie.

Mieszkanko juz sie nagrzewa,za oknem 0 st. Maluszek spi,a Rysiu od razu obszedł  i posprawdzał wszystkie kąty,oczywiscie też wykorzystał moment i wyszedł na klatke schodową, czyli  od razu wskoczył w niemieckie nawyki.

Mam nadzieję,że za chwile mu się znudzi, a  w nocy nie będą szaleć( bo w koncu wyspały sie w podrózy) , tylko spać.

W każdym razie ja pakuję się do łózka.

 

 

 

 

22:10, dorota4311
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2