RSS
środa, 18 kwietnia 2018
Nie ma

zbytnio o czym pisać.Chorowanie J.zdominowało ostatni tydzień. Wlecze się to choróbsko i jest bardzo wredne, ból gardła jest tam duży, leki nie pomagają, wizyta do specjalisty umówiona na czwartek, a w piątek wyjazd, to nie wiem czy pójdzie. Równie dobrze,może pójść już tam.  Do tej pory myślał, że wyleczy się różnymi specyfikami z apteki, ale nic z tego.

W tym wszystkim  odbył się  wariacki wyjazd na ten ślub i wesele.  Dwa różne miejsca, wesele od ślubu po dwóch godzinach przerwy. Pojechali,wrócili,zwyczaje tam takie, że (co się okazało tuż przed wyjazdem) , że za spanie w hotelu każdy płaci  sam za siebie. Chociaż dopytywaliśmy się i słyszeliśmy, że mamy się nie przejmować .  Gdybyśmy wcześniej wiedzieli, można było zupełnie tanio coś wynająć, a nie za takie pieniądze. Gdybyśmy tak pojechali  cała rodziną jak oni nas zapraszali to fiu,fiu, bo  już za J i Starsza z niezięciem, wyszło tyle, że można we dwie osoby skoczyć na kilka dni  na Kanary. Bo tyle Marta kiedyś płaciła.  Jedzenie , szwedzki stół, smaczne, ale podane z opóźnieniem dwugodzinnym, szybko i zaraz posprzątane, co kto sobie na talerzyk deserowy nabrał to jego, dokładek nie było, wieczorem jeszcze  po plasterku tortu i do nocy o suchym pysku,  zwyczajnie ludzie głodni byli, to zjadali sałaty i owoce, co bardziej na ozdobę były wyłożone. Za to można było  mocno alkoholizować, bo tego nie brakowało już od początku.  W każdym razie jedna porażka całe to wydarzenie. Jak dobrze, że nie musiałam tam być!   Może my nienowocześni i się nie znamy. Młodzi się trochę wybawili, bo cała reszta ok, trochę zabaw,tańce, wesoło. J.jakoś dał radę do północy i poszedł spać, a gardło go tak bolało, że spanie byle jakie.

No, ale było minęło.

...

Mam już mniej więcej wszystko przygotowane do spakowania, przecież w tym domu, to nawet nie ma gdzie torby postawić,wiec i tak zapakuję wszystko w czwartek wieczorem.

Szwagier nadal też chory, chociaż chyba już mu mija, teściowa wyzdrowiała pierwsza,  wiec snuje się i czepia i ogólnie jedno wielkie nieszczęście.  Szwagrowi nie na rączkę moja nieobecność, ale mam to gdzieś. Zapowiedziałam, że dopóki  mogę to będę wyjeżdżać, skoro on tu i tak cały czas jest.  Przypuszczam, że jak nie wyzdrowieje porządnie, o nie odbędzie się ten planowany na 23 kwietnia , zabieg urologiczny. Trudno, już w styczniu i lutym tu zostałam, bo ona miał mieć różne  badania, lekarzy, zabiegi i guzik z tego wyszło. A ciul tam, mam to gdzieś,niech sobie radzą.

...

No i tak to.  Ech.

.......

No ładnie jest, zielono się robi, kolorowo od kwiatków,magnolie kwietną, fiołki i inne zawilce,cudnie jest, ale nie mam kiedy się z tego cieszyć i ponapawać oczy i duszę.

Pocieszeniem jest ,że tam znów będę jeździć nad morze, a szalejącej wiosny będę miała po kokardkę zapierdzielając w cudzych ogrodach.

 

09:46, dorota4311
Link Komentarze (11) »