RSS
piątek, 09 czerwca 2017
Taki czwarteczek

Rano wyszłam kupić sobie coś na śniadanie i wodę na drogę, wpadłam też na pomysł kupienia biletu, ale okazało się , że kasy  to już przeszłość, bilety kupuje się u konduktora.OK.

Na dworcu pojawiałam sie stosownie wcześniej, nagle z megafonu wybrzdąkał i wycharczał damski głos ,,pociąg ęąhakęhąeaw komunikacja zastępcza", ożesz w mordeczkę , że co? !

Grupka zebranych pań równie zaskoczona jak ja ,w panice, co robić,co robić, czasu mało, lecieć na pks czy na busa, wybrałam busa, jedna pani zabrała się ze mną. Cóż nie dane mi było przejechać się szynobusem.

W busie usiadłam tuż za kierowcą, miała otwarte okno,wiec trochę powiewało i na mnie, wiec aż tak bardzo nie cierpiałam z powodu gorąca i duchoty.

Za mną siedziały dwie nauczycielki w wieku emerytalnym, bardzo głośno konwersowały, z upodobaniem powtarzając wielokrotnie to samo. OMG.

Starałam się wyłączyć słuch, bo drażnił mnie przepalony,chrapliwy głos jednej z nich. W takich przypadkach dopada mnie chory odruch chęci odkaszlnięcia. Okropność.

Od strony kierowcy sączyła się muzyczka, akuratnie padło na Anię Dąbrowską, chyba wszystkie płyty po kolei. Stwierdziłam, że albo ja za stara, albo te teksty są jednak głupawe.

Przez okno nie mogłam patrzeć,bo szyby miały naklejone takie czarne siateczkowe coś, dzięki temu pewnie nie było gorąco tak, jak mogłoby być.

Jechaliśmy bez przeszkód i korków na drodze,wszyscy jechali do Wro, wiec nawet postojów nie było, wiec dotarłam do celu całkiem szybko.1,20h ,czy jakoś tak. Pociągiem dotarłabym w podobnym czasie, nie ma zbytniej różnicy, a często pociąg dojeżdża o czasie, bo wiadomo, na drogach bywa różnie, korki, wypadki, objazdy, bywają opóźnienia.

Później już poszło gładko. Młodsza czekała na przystanku, poszłyśmy na autobus, za moment już jechałyśmy w stronę szpitala.

No a w szpitalu też ok, posiedziałyśmy, porozmawiałyśmy, wyklarowałam szwagrowi raz jeszcze o czym ma rozmawiać z lekarzem i o co wypytać. Bo skupiał się na pierdach  nie związanych z  najistotniejszymi sprawami.

Zadziałało, bo dzisiaj rano zadzwonił, że rozmawiał z lekarzem. UF. Ma mieć załatwiony transport sanitarny.

Ogólnie, wiadomo już, że wypis w poniedziałek lub wtorek, lekarz zadowolony, że wszystko dobrze, bez komplikacji itp. Jeszcze z pewnością dostanie konkretne wytyczne co dalej po wyjściu ze szpitala.

Po odwiedzinach wsiadłyśmy znów w autobus, później tramwaj, (przynajmniej tyle moich atrakcji wrocławskich) no i już do autka.

Jedziemy, jedziemy, jedziemy, już zjeżdżamy z autostrady, gdy wtem Młodsza wyjęczała , o nieeeee, znów, o ja pierdzielę..,no to ładnie. Samochód stanął i koniec tego dobrego, dalej nie pojedzie.

Jest 16,15.

Notokurwapieknie! Co robić? J.mówił, że się kończy adac i miał opłacić , ale czy to zrobił? Nie opłacił jeszcze.

Po kilku telefonach, lekkiej panice i ataku nerwowym Młodszej- łzy, trzęsące się ręce, opanowałyśmy sytuację. Zadzwoniła do adac, ubezpieczenie jeszcze ważne, UF, i już szczęśliwe, że nie musimy płacić za lawetę 6 stów(tyle zaśpiewała firma z Kłodzka), czekamy na pana z lawetą z adac.

Czeku, czeku, czeku, przyjechał o 18,20. Dobrze, że słonce czasami zachodziło chmurami.

Zawiózł  od razu pod warsztat , bo J. już nas umówił z mechanikiem, a stamtąd już dla rozruszania gnatów wróciłyśmy piechotką.

Dzisiaj rano poszłyśmy do mechanika, być może uda mu się to dzisiaj naprawić. Będzie dzwonił.

....

No i tak to.

Zaraz idę kupić kwiatki, myślałam, że z kol.G pojadę na pogrzeb, ale jej to nie po drodze, no faktycznie nie pomyślałam, ma skrót i ominie korki przy wjeździe do miasta, wiec ok, sprawdziłam rozkład, są autobusy w tym czasie,dam radę dojechać . Mam też powrót, chociaż powiedziała, że podwiezie mnie z powrotem, pfffff.

Najgorsze  jest to, że upał jak skurczybyk. OMG.

 

 

 

 

12:38, dorota4311
Link Komentarze (18) »